Patrzysz na wypowiedzi znalezione dla zapytania: ćwiczenia tłumaczenia zdań angielski
|
| Wiadomość |
Gramatyka angielska z humorem
|
Gramatyka angielska z humorem Potrzebuję znaleźć podręcznik do gramatyki z bardzo dużą ilością ćwiczeń i przykładów (najlepiej tłumaczenia) na poziomie podstawowym i najlepiej jakoś tak dowcipnie prowadzony. Kiedyś pokazywała mi znajoma właśnie coś w tym stylu-pamiętam, że zdania do tłumaczenia nie były takie standardowo nudne. Mówiła, że jej dzieciaki z liceum dobrze się przy nich bawią i chętnie pracują. Ja co prawda szukam na poziomie szkoły podstawowej, ale byłbym wdzięczna za każdą podpowiedź.
|
| |
|
|
Proszę o rady; nauczanie starszej pani;
|
polecam audiokursy edgarda, ja z nich ciągle korzystam z moimi studentami, wymowa nie jest zapisana ale wszystkie wyrażenia są czytane przez lektorów + polskie tłumaczenie + zdania z ich użyciem. można kupić w wersji mp3 albo cd, albo samemu przerobić. oraz angielski do matury ustnej na mp3, tam jest mnóstwo wyrażeń gotowych do użycia. do tego podręcznik "listen carefully" z 3 CD do ćwiczenia słuchania, a także podcasty british council na poziomie elementary (10 darmowych listeningów po 20 min). na englishtips.org powinna być większość tych materiałów więc możesz sobie wysondować który najlepiej zakupić.
|
Doświadczenia z NATIVE SPEAKERS
|
szafa21 napisał:
> ohoho, bylas zwolniona z matury z angielskiego?tozto bylo wieki temu! > a wtedy matura byla latwiejsza niz dzisiejszy poziom zaawansowany.
Z ciekawosci zas: na jakim poziomie jest teraz matura? Tzn jaki certyfikat/ level bys przypisala do ichniejszych wymagan? Ja zdawalam tez mature z francuskiego (na 5 :o)) i dla mnie byla latwa, bo latwo mi przychodzi nauka jezykow, a dla innych byla trudna. A tak naprawde zalezalo to w malym stopniu od tego, czy uczyla nas Polka, czy Francuz i czy Francuz mial CFLTA ;o))) czy TFFL ;o)) czy skonczone studia, a z tego co sobie przypominam glownym czynnikiem kompetencji moich rowiesnikow podczas egzaminu maturalnego bylo to, czy oni po skonczeniu lekcji zajrzeli jeszcze raz w domu do ksiazek, czy nie, czy na lekcji sluchali czy pisali sms-y, czy odrobili lekcje, czy nie i czy do matury zaczeli sie uczyc miesiac przed, czy tydzien. Zalezalo to rowniez od ich ilorazu inteligencji, preferencji wobec nauk humanistycznych vs. scislych, planow na przyszlosc, tego czy widzieli sens nauki j. francuskiego, motywacji i wielu, wielu innych rzeczy. Ja nauczycielke w miare lubilam, inni jej nienawidzili. Miala skonczone kolegium nauczycielskie w sredniej wielkosci polskim miescie i robila bledy na tablicy. Na tlumaczenie gramy poswiecala 10 minut po czym zadawala cwiczenia do domu. Jej akcent pozostawial wiele do zyczenia, bo we Francji spedzila miesiac podczas wycieczki z kolegium. No ale miala to kolegium, nie? Wiec znala metodyke. Moglaby uczyc Chinczykow do matury francuskiego? Moglaby. Zdaliby? Niektorzy. Zupelnie jak w mojej klasie.
|
pomocy!!!!!!!
|
jedna rada: Prosze pojsc do zadajacej takie zadanie domowe, czyli do edukatora/edukatorki i spytac co nastepuje:
Kto ma dziecku pomagac w zadaniach jesli my, rodzice, nie mozemy?! Jak Pani przygotowala moje dziecko do samodzielnego wykonania zadania? Czy dostarczyla Pani/pan MODELU z odpowiednimi zwrotami typu: ___ was born in ____. czy pzreczytali choc jedna podobna biografie?! Jesli nauczycielka odpowie: przeciez cwiczymy to od poczatku roku, to polecam co nastepuje: Uzmyslowic dziecku, ze nie uwazalo, i tak oto pomoc: GOOGLE: Eminem Biography i niech samo szuka, czyta, dobiera i kombinuje, najlepiej wlasnymi zdaniami. Nigdy przenigdy nie pomoze pan dziecku tlumaczac z polskiego na angielski ani odrabiajac zadanie za niego. Odwagi w konfrontacji z dzieckiem albo z nauczycielka, bo cos tu nie tak, skoro poproszono Pana o interwencje! Powodzenia:)
|
| |
|
|
hospitacja-help!
|
Witaj teacherka! Skąd ja znam ten strach! Ostatnio sama jakoś przeżyłam hospitacje dyrektora. Ucze angielskiego pierwszy rok i nie ukrywam, że popełniłam troche błędów ! Cóż jestem tylko człowiekiem :). Każdy dyrektor zwraca uwagę na inne aspekty. Napewno w lekcji musisz mieć początek - czyli co robilismy na poprzedniej lekcji i krótkie powtórzenie, lekcję właściwą i powtórzenie z lekcji czyli : czego dowiedzieliście się dziś na lekcji. D. zarzucił mi że za duzo mówię (więc jest to pierwsza wskazówka), nie może byc przestoji w lekcji, że np uczniowie nic nie robia a ty jesteś czyms zajęta, np sprawdzeniem co tam dalej należy zrobić lookając do konspektu. Jeśli uczeń żle wymawia słowko, należy go poprawić, musi je powtórzyć i jeszcze raz przeczytac całe zdanie z tym słówkiem. Wykonując ćwiczenia to oczywiście uczniowie czytają polecenie a nie ty, oni je tłumaczą a nie ty (no chyba że napewno nie rozumieją), uczniowie czytają co jest, tłumaczysz na czym polega zadanie i oni rozwiązują! Nie piszesz słówek na tablicy - robia to uczniowie. Oczywiście nie mozna zapomniec o dyscyplinie, czyli zaliczasz odpowiedzi tylko tym co się zgłaszają, a nie tym co krzycza z ławki nie podnosząc ręki. Dyrektor wyłapuje ile osób nie jest zainteresowanych przedmiotem (więc twoja rola jest takie osoby o coś zapytać, żeby nie siedziały bezczynnie) To chyba tyle co mi przychodzi do głowy. Daj znać jak poszło no i co powiedział dyro! Pa
|
do studentów/absolwentów anglistyki
|
Nie wiem jak jest w Lodzi.Ale na UJ trzeba sie przygotowywac kontrastywnie - cwicz tlumaczenia angielskich konstrukcji na polski. Uwielbiaja lapac na niedotlumaczonych zdaniach :) Duzo slownictwa - ale nie nazwy kwiatkow i podtypy jaszczurek tylko czasowniki, przymiotniki, abstrakcje itp. A wiecej grzechow nie pamietam bo moj egzamin bardzo dawno byl :) CPE to z jednej strony dobrze - bo na pewno masz duza wiedze z angielskiego - z drugiej strony zle, bo egzamin wstepny nijak sie ma do formuly ktora prezentuje Cambridge swoimi egzaminami. Ja zawsze polecam ksiazke Krzyzanowskiego - jest bardzo fajna. Pozdrawiam i powodzenia
|
Gdzie w Wawie nauka hiszpańskiego??
|
Jednak Cervantes! Ja sie uczylem w Instytucie Cervantesa i mam o nich bdb zdanie. Co prawda w czasie zajec zawsze mialem poczucie ze zupelnie nie nauczyli mnie mowic... ale jak pojechalem do Hiszpanii to wszyscy na kursie mnie pytali mnie czy jestem Wlochem (ze az tak dobrze mowie :-))). Jakos trema mi sie wylaczyla. Dodam ze bylem wtedy po 45-godzinnej podrozy autokarem, baaardzo zmeczony i spiacy. Zanim polozylem sie spac sluzylem tez kilku studentom za tlumacza.
W przypadku niemieckiego ktorego tez sie kiedys uczylem po rozynych szkolach takiego efektu nie bylo :-((
Dodam, ze jestem antytalenciem jezykowym, i _zawsze_ bylem jednym z gorszych sluchaczy w IC...
Co do lektorow - kiedys mielismy dyskusje na zajeciach (oczywiscie po hiszpansku) nt. metodyki nauczania i tego co jest najwazniejsze - i tamten facet chyba mial najlepsza wiedze metodyczna ze wszystkich moich nauczycieli j. obcych (angielskiego, hiszpanskiego, niemieckiego i francuskiego). Inna sprawa ze czasem studenci oponowali cwiczeniom wymagajacym zbyt duzo odwagi, ale i na nich lektorzy znajdywali sposoby...
Nie wiem jak jest w grupach poczatkujacych, ja sie zaczalem sie uczyc kilka lat przed boomem na hiszpanski.
|
Łapanie frustracji
|
Widzisz problem nie polega na tym, że on tego nie łapie. Bardzo ładnie sobie mruczy pod nosem po angielsku, jak ma cwiczenie do uzupełnienia, ze skoro tu ma taki a taki przysłówek częstotliwości, to znaczy ze to się czesto lub nie wykonuje i w zwiazku z tym musi tu wstawic taki a nie iny czasownik. Sama odmiane tez ma opanowaną. Problem zaczyna sie gdy musi odpowiednia forme odpowiedniego czasownika wstawic w zdanie albo co gorsza sam takie zdanie wykombinowac. Zajmuje mu to duzo czasu. W zasadzie mordujemy ten temat w powtorkach juz 4 lekcję, bo nie chciałabym iść dalej nie mając pewności, że juz wie, że sobie z tym poradzi... Tu problem nie polega na łapaniu, a na tym że moj uczeń pomimo ćwiczeń komunikacyjnych czy dryli anie jest w stanie przestawic sie na myslenie po polsku i wszystko sobie pod nosem tlumaczy, nie wyrabia sie u niego odruch instynktownego mowienia, wszystko musi przejsc przez tlumaczące mruczando - jego, nie moje. Według mie tu tkwi problem. Pozdrawiam
|
jak uczyc jezyka polskiego?
|
no mam nadzieje, ze jakos Ci sie ulozy i bedzie ok.
ja tez, na chwile lece do Polski, na weekend tylko..takie rozmowki robie z ksiazki tez UJ - Coś ci powiem.. tam sa rozne sytuacje, ale na poziom naprawde wysoki. powiedzialabym, ze za wysoki.
ja mam ten sam klopt.. wydaje sie mi sie, ze za szybko i za skomplikowanie. wczoraj mialam lekcje, gdzie utrwalalismy partykule "czy" i proste pytania oraz zwroty mowie po .. niemiecki, polsku ito, taka fajna tabela jest w "czesc jak sie masz" ja ja lubie szybko zrobic, bo oswajaja sie z polskim, a znaja to dobrze i nie ma klopty z tlumaczeniem znaczenia. zrobilam im tez troche dopelniacz nazw wlasnych - jestem z Polski, z Niemiec, z Berlina... odpadli z lekka, bo to same wygibasy z tymi koncowkami. No, ale Moja Droga - nie ma sily, musza umiec powiedziec poprawnie "jestem z Francji, Holandii czy Monachium". ja nie uwazam, ze nalezy uczyc ich form w mianowniku, a potem dopiero korygowac. na nastepnej, 4 lekcji robe juz narzednik. I nie ma rady! instrumental jest latwy, niech wkuwaja - to raptem dwie koncowki, bo ja zawsze robie na poczatku tylko Sg. zawsze mowie brutalnie - jak ktos nie ma 2 godzin tyg na nauke w domu, niech nie meczy sie. I na poczatek nastepnej lekcji dostana zdania do uzupelnienia - np. Ta pani .......... ... Kowalska, michal ........... po angielsku. No i czasownik "byc". no i rodzaje.. bo juz im wspomnialam jak robilam skad jestes, bo koncowki zaleza od rodzaju miasta, a to dla nich niezly kosmos ;-)
a, no i wymowa... duzo cwiczen robie na wymowe, bo Niemcy maja klopoty. trzymaj sie
|
wasze doswiadczenia..
|
Ja chodziłem do Globu na kurs CAE (nie mylić z The Globe)
Na poczatku było nas 14 osób, ale po dwóch miesiącach zostało 6 - z róznych powodów, głownie dlatego, że zorientowali się, ze mierza za wysoko. Uczył nas student anglistyki, świeżo po zdanym CPE - i uczył dobrze. Spośród naszej sóstki pięć osób (w tym ja) zdało CAE na A.
Poza tym na poziomie CAE trudno jest mówić o "zmuszaniu" do nauki - Na tym poziomie nie mozna się nauczyć ot tak na kursie, kurs pomaga jedynie systematyzować wiedzę. I tak 80% wiedzy trzeba będzie zdobyć samemu. na moim kursie większość czasu zajmowały nam dyskusje i cwiczenia ze słownictwa, np opisywanie najbardziej prozaiczych przedmiotów w sposób jak najbardziej wyrafinowany. Zachęcano mnie do czytania ksiązek po angielsku - zacząłem do Agathy Christie, ale w końcu przeczytałem "Ivanhoe", "Rob Roy", "year 1984" "Dracula", nadto Harrego Pottera w oryginale - i przydało się, słowka po prostu wchodziły do głowy a po którejś kolejnej książce stwierdziłem, że nie tłumaczę już sobie każdego zdania po kolei na polski tylko czytając myślę po angielsku.
To taka moja mała rada. Niewazne jaką szkołę wybierzesz - czytaj książki po angielsku, oglądaj angielską telewizję. Ksiażki Penguin Books są smiesznie tanie - a i z internetu mozna pościągać sporo klasyków po angielsku.
|
angliści - co Wy na to?
|
W III arkuszu nowej matury z jęz. angielskiego pojawiają się ćwiczenia polegające na tłumaczeniu fragmentów zdań, więc siłą rzeczy trzeba częściowo wrócić do ćwiczeń rozwijających tę umiejętność. Nie jestem do tego nastawiony entuzjastycznie, ale muszę to robić aby z góry nie skazywać uczniów na porażkę w radzeniu sobie z tego typu zadaniami.
Gwendal
|
studium niemieckiego dla obcokrajowców
|
> czyzby wymagania dotyczace koniecznosci zdania odpowiedniego egzaminu z jezyka > niemieckiego dtyczyły tylko niektórych uczelni?
Z tego co wiem, to uczelnie sa w duzej mierze autonomiczne i takie reguly ustalaja same. Ode mnie nikt tego nie wymagal (uni freiburg, wydzial fizyki). Mozna pisac doktorat po angielsku itp. Oczywiscie zakladam b. dobra znajomosc angielskiego, ale na tym poziomie to chyba na wiekszosci wydzialow default ?
> Dowiedziałam sie bowiem ze zeby miec oficjalny statu doktoranta na uczelni > musze miec zdany np. Test DaF... to jak to w koncu jest?
Moim zdaniem, zalezy od uczelni, kierunku i od tego, jak bardzo Ciebie chca ;) Nawet jesli takie wymaganie jest, to pewnie moga pojsc na reke i dac Ci np. rok na nauczenie sie jezyka. Wszystko zalezy od "chcenia" i najlepiej zalatwiac wszystko z przyszlym promotorem niz tracic czas na dzialy wspolpracy z zagranica i inne bzdury. No i oczywiscie brak znajomosci niemieckiego bedzie mniejszym problemem przy doktoracie z fizyki ciala stalego niz z historii Niemiec ;)
> A w przypadku normalnych studiów jest to nieodzowne (podobno)
Dziwne, bardzo dziwne... my (uni freiburg) mamy na fizyce nawet podstawowe cwiczenia w jezyku angielskim dla studentow, ktorzy slabo mowia po niemiecku...
Luzik... ja nawet dyplomu nie musialam z polskiego na niemiecki tlumaczyc. Powiedzialam tylko, co i jak ;)
|
Wkurzyło mnie
|
Wkurzyło mnie Ja nie mogę wyciągać wniosków i proponować rozwiązań w edukacji . Jakakolwiek krytyka z mojej strony jest traktowana jak atak . A nauczyciel może podważać mój autorytet w oczach mojego dziecka i klasy ?
Otóż nie mając czasu na tłumaczenie córce ćwiczenia z angielskiego napisałem dla niej zdanie , które ona przepisała . Nauczycielka zauważyła , że zdanie zostało przepisane , ale nie problem w tym . Stwierdziła , że zdanie jest niegramtyczne .
Dwa razy przeczytałem zdanie szukając błędów . Nie znalazłem . Może Wy znajdziecie .
"There are a mouse in the shoe , an elephant behind the curtain and a parrot on the table ."
Zdanie zawierało zapewne inne zwierzątka umieszczone gdzie indziej . Obawiam sie , że "brak gramatyki" dotyczył użycia czasownika "be" w liczbie mnogiej . Otóż mnie niegdyś uczono , że rzeczownik złożony połączony spójnikiem "and" należy traktować jak liczbę mnogę . Tak mnie uczono w stanach . Czyżby to gramtyka języka angielskie w Polsce tak bardzo się różniła od tej uczonej za oceanem ? Czyżby oni znali ten angielski gorzej niż my ? Czyżby czas spędzony na uczelni amerykańskiej był czasem kompletnie straconym .
We wszystkim nasza edukacja jest lepsza . Oni jakby wcale nie myśleli a tylko wysługiwali się geniuszami z Polski , Rumunii i Rosji . Nawet kiepsko uczą angielskiego , bo po 7 latach ( 5 lat na prestiżowej uczelni ) robię tak podstawowe błędy w angielskim .
|
Maggie, Janek-70 and others.......
|
normabaker napisała:
> Tatus zaplacil za lekcje angielskiego Maggie? Dobra z ciebie corka, ze tak > namietnie cwiczysz jezyk i produkujesz sie na forum, gdzie byc nie powinnas, > bo cie nie dotyczy. A moze uwazasz, ze jestes cudzoziemka w Polsce?
OK, po przeczytaniu tej uwagi, zrobiłem zmianę opisu Forum. Od dzisiaj brzmi, że to jest forum dla obcokrajowców zamieszkałych w polsce I O NICH. To umożliwi uczestnictwo z dobrym sumieniem polaków z językami, aby napisali na tematach interesujących obcokrajowców w Polsce - co jest polem nader szerokim, ale wyłącza przyjście tu z intencją otrzymać tłumaczenie pary zdań, chyba że chcą jednego z moich regularnych do tego zatrudnić i uczciwie zapłacić.
Chciałem zrobić jaśnie, że Polacy też są mile widziane tu, byle trzymają się do danej tematyki.
>[osobiste uwagi wycięte]
> Dodatkowa wiadomosc: nie jestem Waldkiem, jestem zupelnie inna osoba, ktora > tak sie sklada absolutnie zgadza sie z jego opiniami i ma podobne jak on > emigracyjne doswiadczenia. Doswiadczenia, ktorych wy polskie banany nigdy > miec nie bedziecie, bo jestescie zbyt duzymi na to mieczakami.
Ciekawe, dlaczego dodajesz tę informację.
> > Moglabym napisac to wszystko po angielsku.... ale po co? >
Po to, aby napisać w języku, do którego wszystkie litery masz?
|
ślam'owaci farmaceuci ;)
|
no więc w sprawie języków nowożytnych, standardowo jest tylko ang przez dwa lata, po IV semestrze jest kolokwium zaliczeniowe i koniec :)
jest jeszcze łacina, trwa dwa semestry i na koniec jest test zaliczeniowy składajacy się z trzech części: czytanie, tłumaczenie pl-łac/łac-pl. - skombinujcie sobie książkę 'Linga Latina' p. mgr M. Bugaj (gruba, chabrowa), w sumie mam do sprzedania bo łacina zdana. generalnie łacina jest specyficzna, bo to zależy od prowadzącego i w ogóle sam sposób uzyskania zaliczenia z łaciny jest uzależniony od tego z kim macie, ale to nie jest temat na forum ;)
w podaniu zaznaczało się języki, ale chyba raczej dla wiadomości dziekanatu na co jest popyt, bo znając naszą uczelnię, to nie ma pieniędzy na podstawowe przybory na ćwiczenia, a co dopiero na otwarcie nowego przedmiotu (języka).
wysoki poziom zaawansowania też nie jest wymagany, ponieważ angielskiego będziesz się uczyć tylko tego co jest w książce 'English for pharmacists' p. A. Kierczak (cienka, morska), dlatego spokojnie i bez nerwów. u mnie na pierwszych zajęciach lektorka powiedziała że osoby które nie są fluent niech się nie przejmują, a jak chcą zwykły kurs to jest wiele szkół językowych, bo tu nie ma gramatyki, tylko słownictwo farmaceutyczne - w rzeczywistości wystarcza wykucie odpowiedniego materiału i masz już 3.5 - 4 :) znak osoby, które robią takie błędy gramatyczne, że nie da się tego słuchać, ale zaliczają, więc będzie ok :)
to chyba wszystko, jak coś to dajcie znać
|
Jak czytacie w oryginale. Nie do filologów :-)
|
na angielski.edu.pl masz z tlumaczeniami Ja czytam normalnie, jak nie rozumiem, to sprawdzam w slowniku (dla leniwych ling.pl albo onelook.com). Wejdź sobie na www.angielski.edu.pl - tam masz co tydzien bardzo fajną książkę "Three men in a boat", do tego wyjaśnione słówka i ćwiczenia. Moim zdaniem to dobry początek (książka jest prawdziwa, nie podrabiana, ale słówka są co trudniejsze wyjaśnione)
|
Tolerancja.
|
Jestem, jestem. Dziekuje, Kraniku, za telefon, bo nie zagladalam tu od miesiecy, a widze, ze stara ekipa wierna wciaz na posterunku. Teraz juz pozno, wiec napisze wiecej innym razem. Obiecuje, ze wroce. Tylko dwa slowa na temat czytania ksiazek. Ja zawsze czytam po polsku. Po prostu w razie czego tlumacze z angielskiego lub francuskiego. I moj maaz robi to samo. Traktujemy to oboje jako cwiczenie poprawnosci jezykowej. Trudno jest na poczekaniu tlumaczyc i tworzyc poprawne zdania.
Pozdrawiam i do nastepnego. Baania
|
System kar i nagród
|
System kar i nagród Nigdy nie zastanawiałam się nad systemem kar I nagród. Staraliśmy się stosować „naturalny rozwój rzeczy” (brrr nienawidze słowa kara), czyli umawiamy się, że pokój będzie posprzątany przed dobranocką. 10 minut przed bajką informuję, że czas sprzątać, bo zaraz bajka. Dziecko nie sprząta. Bajka się zaczyna ale ten, kto nie posprzątał, nie ogląda itd. Jeśli chodzi o nagrody (brrr tego słowa też nie lubię) , staramy się przekazać dzieciom, że uczą się, ćwiczą literki, chodzą na angielski, czytają, dla SIEBIE i nie ma za to żadnych nagród. Jak dziecko chce iść do kina, to idziemy nie w nagrodę, tylko dlatego, że syn poprosił; jak chce słodycza to dostaje (po obiedzie!!!) bo porosił, a nie dlatego, że zjadł ładnie obiad. Jak chce psa, to nie kupujemy, bo poprosił, tylko tłumaczymy, dlaczego nie kupujemy . Powiedzcie mi mamy, czy to Waszym zdaniem jest słuszny sposób? Mi do tej pory wydawał się w porządku i funkcjonował dobrze. Do myślenie dała mi pani logopeda (którą bardzo cenię) mojego dziecka. W zeszycie znalazłam notatkę: „Kuba odmówił ćwiczeń. Proszę o rozmowę z synem i wypracowanie systemu kar i nagród”. Chodziło o masowanie wędzidełka. Pani robiła za mocno, syn mówił, że to nieprzyjemne i że tak nie chce. Pani nie przerywała. Syn się zezłościł, obraził i przez kilka minut nie odzywał się do niej. Po krótkim czasie złość minęła i ćwiczył wyrazy. Pani nie przeprosił. Czy powinien? I co powinnam Go ukarać?? Za to, że nie pozwoił sobie robić czegoś, co mu sprawia ból?? Że sie zezłościł, obraził??
|
skola rodzenia...
|
Witajcie!
Jeszcze przed ciążą wiele wiedziałam na temat jej przebiegu, no isamego porodu. Poza tym mam w domu sterty książek, czasopism, biuletynów itp. W internecie też można się dużo dowiedzieć. A jednak, mimo to, zdecydowaliśmy się z mężem uczestniczyć w zajęciach szkoły rodzenia. I jesteśmy bardzo zadowoleni. Jednak okazuje się, że książki wszystkiego nie powiedzą (zwłaszcza, że większość z nich jest tłumaczeniem z języka angielskiego i nie jest dopasowana do polskich warunków). Moim zdaniem zalety DOBREJ szkoły rodzenia są następujące: 1) Oswaja z porodem (ale to też można znaleść w książkach); 2) Informuje o przysługujących nam prawach w szpitalach; 3) Uczy pozamedycznych sposobów łagodzenia bólu porodowego i przygotowania do niego; 4) Obiektywnie informuje o za i przeciw praktykom stosowanym w polskich szpitalach; 5) Mobilizuje do regularnych ćwiczeń fizycznych; 6) Przygotowuje do pomocy przy porodzie naszych mężów, którzy nie czytają aż tyle co my.
My chodzimy od 26tc do niezależnej od szpitali szkoły rodzenia (przy Fundacji Rodzić po Ludzku). I, mimo, iż na początku bałam się, że dowiem się tyle co już wiem, to na szczęście okazało się to nieprawdą. Polecamy! Naprawdę warto. Trzeba tylko poszukać dobrej szkoły, a nie iść do pierwszej z brzegu, bo można się naciąć.
Pozdrawiam! I życzę udanego wyboru.
Ala
|
Nauka angielskiego samemu
|
Gramatyka niewatpliwie jest istotna, jednakze jest tylko i wylacznie narzedziem by efektywnie porozumiewac sie w danym jezyku. Uczenie sie w USa i w POlsce to zasadnicza roznica. W USa jest sie caly czas "exposed to English", wiec na kursie mozna smialo tlumaczyc zawilosci gramtyki, bo i tak uczacy sie musi sie porozumiewac po angielsku by sie dogadac z kolegami, kupic cos w sklepie itd.
W Polsce, natomiast, niestety w szkolach calay czas naucza sie jedynie gramatyki i to z dosc miernym skutkiem, bo 11 lat angielskiego 2X na tydzien powinno starczyc by zdac CPE, a nie jedynie liznac podstaw z gramatyki.
Dlatego uwazam, ze autorowi watku oprocz nauki gramtyki przede wszystkim potrzeba duzo cwiczen na komunikacje i slownictwo. Radze duzo czytac, ogladac TV po ang i jednak zainwestowc w lekcje konwersacji, a takze mowic do sibei po ang., ale te wszystkie rady juz sie pojawily.
Co do samej gramtyki, to oczywiscie razace bledy moga totalnie zaburyc komunikacje, ale oprocz cwiczen pisemnych trzeba wycwiczyc rozne rzwczy przede wszystkim ustnie, bo coz ze ktos teoretycznie wie kiedy uzyc czasu present perfect i nawet robi cwiczenia, jezli w praktyce w ogole go nie uzywa.
POzdro, KOciamama.
|
strony w necie z tekstami z polskiego na angielski
|
dr krzyzanowski sugeruje takie cwiczenie
tekst po angielsku, jakies np 10 zdan, tlumacz na polski, nastepnie na drugi dzien, tlumacz go na angielski i sprawdzasz z oryginalem. i tak codziennie. po ok 3 miechach widac duze roznice.
teksty po angielsku mozesz sobie posciagac np z www.e-angielski.com
|
tłumaczenia zdań - książka
|
tłumaczenia zdań - książka hej, znacie może jakąś książkę z ćwiczeniami na tłumaczenie zdań z angielskiego na polski lub/i odwrotnie? chcę w ten sposób poćwiczyć mój angielski, jednak nie znalazłam żadnej ciekawej pozycji na ten temat. z góry dziękuję za pomoc.
|
Doradzcie zdania polski na angielski
|
Doradzcie zdania polski na angielski wlasnie skonczylam kurs elementry. znam slowka zasady gramatyki, ale jak mam problem z tlumaczeniem zdan z polskiego na angielski. Prosze doradzcie mi moze jakies cwiczenia ksiazke lub program do kompa, dzieki ktorym moglabym sama nauczyc sie formulowania zdan w jezyku angielskim
|
diametralnie rozny poziom przedmiotow!!! nie fair!
|
Mój niemiecki był trudniejszy niż angielski,obejrzyjcie sobie typy ćwiczeń gramatycznych w cxęsci II i III,co mieliśmy my a co miał angielski.Samo tłumaczenie fragmentów zdań to już masakra.To nie w porządku,bo teraz na wstępnym na Politechnikę ludzie zdajacy angielski będa mieć więcej punktów niż my.
|
False friends
|
Zgadzam sie z Deadeasy. Ja dopiero niedawno (przy pomocy dziewczyn z naszego forum - dzieki dziewczyny :) ) zaczynam troszeczke wiecej mowic po polsku. Po raz pierwszy od 15 lat. Od dziecka myslalam wiecej po angielsku (w ostatnich 15 latach mysle tylko po angielsku), w zyciu codziennym posluguje sie tylko po angielsku, czytam tylko angielskie ksiazki i gazety (po polsku choc umie czytac, nie czytam plynnie, lub czytajac zdania czy zwroty wydaja mi sie dziwacznie brzmiace co mnie zniecheca do dalszego czytania po polsku), rozwiazuje tylko krzyzowki po angileksu itd wiec kiedy przyjdzie okazja mowic po polsku to z wielka checia to robie i jest mi wstyd (i czasami sie denerwuje) ze nie idzie mi to tak plynnie jak wam ktorzy ten jezyk znaja bardzo dobrze. Popaczcie sie na moje wypowiedzi, sa proste, kaleczace nie tylko gramatyke ale rowniez ortografie....nie umiem sformulowac bardziej skomplikowanych zdan w jezyku polskim i jest mi trudno tlumaczyc z angielskiego poniewaz nie znam duzo polskich zwrotow na konkretny temat nie wspominajac juz fachowych zwrotow. Czesto tutaj piszac tlumacze duzo wyrazow z angielskiego na polski, czasami na jeden wyraz angielski slowniczek daje mi kilka polskich wyrazow, czasami wiem ktory wyraz w danym zdaniu jest odpowiednim, ale czasami musze zgadnac. Uwazam ze jednak waznym jest ze cwicze tutaj moj polski, ze jakos podtrzymuje ten jezyk w mojej pamieci, nawet jesli jego bardzo kalecze. Pozdroweinia :)
|
Języki obce w liceach
|
Gramatyka to małe miki, o ile nauczyciel potrafi ja wyłożyć prosto i przejrzyście.Różnie bywa. bardzo często jak czytam w zeszytach moich uczniów podyktowane przez nauczyciela wyjaśnienia dot. użycia czasów, okresów warunkowych to nic z tego nie rozumiem. Ale są i tacy, którym to wychodzi. Angielski nie łacina- gramatyki mało i prosta. Kup dzieciakowi "Gramatyka angielska w ćwiczeniach" Prejbisz, Jasińska, Kryński z PWN (raczej antykwariat i allegro- dawno nie wznawiane) prostszych wytłumaczeń nie ma- aczkolwiek dla paru osób z innego forum były bardzo skomplikowane, no cóż- bywa. B. dobre sa tez ćwiczenia tam zawarte. Co do słownictwa- może byc gorzej. Jeśli nauczyciel posługuje sie 1-2 podręcznikami, jego słownictwo zanika. Przykład- najlepsza z moich uczennic, absolwentka filologii po ok.12 latach pracy w szkole, nie była w stanie przetłumaczyć tekstu, który dośc łatwo przetłumaczyłaby przed maturą. Powód prosty- ona zna na pamięć Snapshota, Click on, Enerprise'a ale ogólna znajomośc języka to dużo więcej. Książek w oryginale nie czyta, prasy tez nie. To norma. Ponadto, by mieć bogate słownictwo trzeba pisać wypracowania, na konkretne tematy- tu uczen musi miec wiedzę, nie zawsze tak jest. Musi tłumaczyc zdania. Nauczyciel musi je sprawdzić, problemem jest ilość. Mając rocznie kilkunastu uczniów, sprawdzam tony papieru. Ile musiałby sprawdzić nauczyciel uczący setkę? Jesli jeszcze chcialby pogłębiac własna znajomośc języka?
|
Jezyki 2 - czy bohaterowie to poligloci?
|
Natalia dorabiała tłumaczeniem kryminałów, nie wiemy z jakiego języka ( lub na jaki), ale podejrzewam, że jakiegoś popularnego, pewnie angielskiego. Później, gdy uczy w prywatnym liceum, zakochuje się w niej Amerykanin ( Bob?), nie sądzę, żeby rozmawiali tylko po polsku, bo on kiepsko mówił. Więc pewnie angielski znała. Zgadzam się co do uwag na temat nauki języków - jak pewnie wszyscy z was wiedzą, to nie jest takie hop-siup. Uczyłam się angielskiego od 12 roku życia w szkole językowej plus szkoła normalna plus mama anglistka, a więc literatura i podręczniki w domu itp. Zrobiłam certyfikaty, obecnie sama dorabiam nauczaniem tego języka, całą literaturę do pracy mgr miałam po angielsku. Wiem, jak teraz młodzież jest uczona języków w szkole, a nawet jeśli jest uczona przyzwoicie, zazwyczaj nie wystarcza to do biegłego ich opanowania. Dzwonią do mnie rodzice młodzieży, która uczy się np. 5 lat i po zrobieniu testu stwierdzam, że nie potrafią mówić płynnie nawet w Present Simple, mają ubogie słownictwo. Nauka języka to szlifowanie, męczenie, powtarzanie, czytanie, ciągły kontakt, rozmowy. Mimo wszystko najbardziej wierzę w tradycyjne metody, czyli słówka do zeszytu, czytanki, gramatyka, ćwiczenie dialogów:) Tym przydługim wywodem chciałam podeprzeć swoje zdanie - nie da się bardzo dobrze nauczyć języka obcego w szkole w ciągu dwóch czy trzech lat, jeśli zaczęło się od podstaw i poza szkołą nie ma się z nim kontaktu. Dlatego sądzę, że Borejkowie, nie chodząc na korepetycje czy do szkoły językowej, nie znają języków tak biegle jak to jest opisywane przez autorkę.
|
Jezyki 2 - czy bohaterowie to poligloci?
|
Dlatego właśnie trzeba doskonalić od początku wszystkie cztery podstawowe umiejętności - czytanie, pisanie, mówienie i słuchanie. Kucie na pamięć samych słówek nic nie da, ale znowu bez ich znajomości trudno wyjść poza banalne rozmowy typu "skąd jesteś i ile masz lat?". Wkuwanie i ćwiczenie gramatyki jest bardzo cenne i potrzebne, ale fakt, że niektórzy się blokują i zamiast myśleć od razu po angielsku, układają w głowie zdanie po polsku i potem sobie tłumaczą, a czas leci i konwersacja zamiera:) Staram się moich uczniów tego oduczyć, ale uderzam wielotorowo - robimy ćwiczenia, zawsze jest zadana wypowiedź ustna, wypracowanie i sytuacje do odegrania. Uważam, że umiejętność sprawnego pisania jest prawie równie ważna jak płynne mówienie. W praktyce to wygląda trochę inaczej, nie zawsze mogę prowadzić swój program, z części pomysłów muszę zrezygnować, bo jestem po prostu rzemieślniczką - przychodzę do ucznia i pomagam w tym, z czym aktualnie jest największy problem. Nie ma większej satysfakcji niż moment, w którym uczeń zaczyna rozumieć, poprawia się, dostaje w szkole lepsze oceny:) Każdy może się nauczyć języka, przynajmniej angielskiego, który nie jest tak łatwy jak niektórzy sądzą, ale też nie aż tak trudny - oczywiście niektórzy są zdolniejsi i wtedy czuję jeszcze większą satysfakcję i przyjemność. Ale uczyłam i siedmiolatków nie umiejących pisać, i dzieci z dysleksją - sumienna nauka każdemu poukłada w głowie:)
|
Jezyki 2 - czy bohaterowie to poligloci?
|
że niektórzy się blokują i zamiast myśleć o > d > razu po angielsku, układają w głowie zdanie po polsku i potem sobie tłumaczą, a > czas leci i konwersacja zamiera:) Staram się moich uczniów tego oduczyć, ale > uderzam wielotorowo - robimy ćwiczenia, zawsze jest zadana wypowiedź ustna, > wypracowanie i sytuacje do odegrania.
Właśnie żeby powstrzymać przed tym układaniem sobie wszystkiego wcześniej w głowie i związanej często z tym blokady, np. mój nauczyciel niemieckiego zmusza do wypowiedzi, nawet dłuższych, ad hoc, bez przygotowania. Lepiej zrobić błąd, a przekazać informację. Nie możemy też takich wypowiedzi zapisywać wcześniej, dozwolony jest co najwyżej konspekt. Wydaje mi się, że to zjawisko (blokady) jest często powiązane z perfekcjonizmem, kiedy to dana osoba nie przyznaje sobie prawa do popełniania błędów.
|
jak na kursie angielskiego w GoWork?
| |
Oto moje wrażenia z kursu angielskiego, który zakończył się 03.08.2008 - w Serpelicach (mieszkaliśmy w domkach Ośrodka "Partner").Okolica - bardzo piękna, cicha, uspakajająca rzeka Bug, śpiewające ptactwo, piękna i niezniszczona przyroda. Dzień zaczynał się od śniadania o 7:30, potem zajęcia od 8:00 z krótkimi przerwami do 13:30 - potem obiad i przerwa do 15:00, potem znów zajęcia i o 18:00 kolacja. To nie koniec :) Zadania domowe :) więc nie było wiele relaksu - tylko trzeba było tłumaczyć zdania, wkuwać słówka itp :) Było nas 10 osób, z czego 8 miało już wcześniej - na różnym poziomie - doświadczenie z językiem angielskim. Zajęcia prowadziła Pani Monika K. - najlepsza lektorka językowa z jaką mielismy w życiu do czynienia - pozdrawiam :) Monika miała bardzo wiele własnych materiałów - niezależnych od tych z Goworku. Bardzo dużo praktycznych ćwiczeń - rozmowa w sklepie, na lotnisku, otwieranie konta bankowego, restauracja, hotel, rozmowy kwalifikacyjne i masę innych :) Gramatyka była wytłumaczona bardzo przystępnie - w końcu wiem, kiedy i w jakich czasach mówić ! Zajęcia nie były nudne, wręcz przeciwnie, poza tym dużo śmiechu, a także wprowadzaliśmy jakieś nasze własne pomysły - zabawy z muzyką i tłumaczeniem piosenek. Ponoć byliśmy dość dobrą grupą, w każdym razie osoby których interesowała praca jako care assistant / waitress dostali od razu oferty pracy. Mnie kurs dał bardzo dużo - nauczyłem się poprawnie konstruować zdania, nie boję się mówić po angielsku, pierwszy test miałem podczas powrotu do domu - w pociągu ponad godzinę konwersowałem z zagranicznymi turystami (po angielsku oczywiscie).
|
Chce sie wreszcie nauczyc angielskiego
|
Moim zdaniem musisz zaczac od podstaw, bo sama wiesz ze masz braki w gramatyce i to jest jeden z powodow ze masz problem z mowieniem. Drugi problem to ze nie mowisz na glos po angielsku i dlatego Ci trudno wymawiac wyrazy. Ja sie uczylam wymowy powtarzajac zdania na pamiec az brzmialy plynnie i nie lamal mi sie jezyk. Nie bierz zadnej konfersacji na pocztku tylko zrozum gramatyke. Ja sie uczylam w angielskich szkolach przez 2 lata i mialam problem z mowieniem, co mi pomoglo to ze sie wkurzylam i sama zaczelam sie uczyc po 8 godzin dziennie przez 3 miesiace codziennie. To dalo rezultaty.Skonczylam dietetyke w kanadzie na pierwszym roku ledwo co zdalam angielski(egzaminy pisemne nie mozna zrobic wiecej niz 2 bledy spellingowe na stronie)z matematyka i psychologia na przyklad mialam problemy ze slownictwem, cale pierwsze 4 miesiace kulam od rana do nocy ale zaliczylam wszystko na 80% pomijajac angielski.Wszystko jest mozliwe jesli na prawde chcesz, nauczyciel nauczy cie o jezyku, ty sama musisz sie nauczyc jezyka bo nikt za ciebie nie bedzie rozmawial. Jeszcze jedna rzecz nie tlumacz na polski jesli chcesz cos powiedziec , mysl po angielsku wtedy zaczniesz czuc ten jezyk, no i kup sobie dobra ksiazke najlepiej z jakimis cwiczeniami. Good luck and do not give up!
|
DU JU SPIK INGLISZ?
|
Ja uzywalam angielskiego w pracy w Polsce, ale to byly glownie tlumaczenia. Po przyjezdzie tu do Kanady wszyscy byli zachwyceni moim angielskim. Ja sama nie bylam i nie jestem do dzis.Jezyk wymaga ciaglych cwiczen. Jest konieczny do pracy , do zalatwiania spraw. Zauwazylam, ze czlowiek, ktory nie zna jezyka tutaj to analfabeta, dokladnie tak go traktuja. Jest to czasem przykre dla ludzi z wyzszym wyksztalceniem, ktorzy cierpia w duszy i lykaja gorycz , dlatego, ze nie znaja jezyka.Jest na to jedyna rada, trzeba sie go uczyc, jest niezbedny w Kanadzie. Trzeba odebrac telefon, trzeba zadzwonic, trzeba wytlumaczyc itd itp, napisac list, odwolanie, podpisac dokumenty..itd niestety, nie ma osobistych tlumaczy. Tacy to pracuja i nie maja czasu na chodzenie z delikwentem i tlumaczenie za niego. Z mojej praktyki uczenia sie angielskiego to najlepsze sa cwiczenia gramatyczne oraz czytanie tekstu angielskiego wielokrotnie jak zepsuta plyta, az do plynnej wymowy zdan.Co do akcentu, to drobiazg i nie ma co sie tym przejmowac.I tak konieczne jest zrozumienie, pisanie, czytanie i mowienie tak, aby byc zrozumianym, a nie akcent.
|
Co sądzicie o nauce z Euro Plus
|
Moim zdaniem zaden kurs komputerowy nie zastapi normalnego. Mam m.in. kurs niemieckiego wlasnie EP, francuskiego Prof. Pierre, angielskiego Asterix i cos tam jeszcze. Uzywam ich glownie do cwiczen i przypominania sobie. Sa one dosyc monotonne, zeby nie powiedziec nudne. Ile razy mozna wykonywac takie samo cwiczenie tylko ze zmienionym slownictwem czy gramatyka ? Czesto ucza przedpotopowego slownictwa (kazdy jezyk sie zmienia, normalka). Poza tym trzeba bardzo uwazac bo niektore kursy nie sa porzadne (ale kto to wie jesli dopiero zaczyna sie uczyc jezyka ?) Kupilam kiedys kurs angielskiego firmy Albion i zalamalam sie. Po paru godzinach zwrocilam go do sklepu. Bledy i niedociagniecia byly koszmarne. Np. w cwiczeniu z przymiotnikow kurs podawal ze szeroki po ang. to jest narrow, a waski - wide (dla niewtajemniczonych - jest dokladnie odwrotnie) i pare innych numerow tego typu. W tlumaczeniu zdania np. on jest duzy kurs przyjmowal tylko odpowiedz he is big, a nie przyjmowal he's big (a niby dlaczego ?). Poza tym takie kursy naucza cie tylko mechanicznego odtwarzania jakiegos np. dialogu. A co gdy ktos powie do ciebie inaczej niz w komputerze ? Normalny nauczyciel nauczy cie reagowac na rozne sytuacje i powie co i w jakim kontekscie jest uzyteczne. W normalnej konwersacji mozesz sobie pomagac rekami i wszystkim innym zeby ktos cie zrozumial. Z komputerem ten numer nie przejdzie. Na normalnym kursie jestes w grupie ludzi na podobnym poziomie i mozesz prowadzic "zywe" rozmowy, zawsze uzyc slownictwa ktore uwazasz za potrzebne wlasnie w tym momencie (jesli go nie znasz pomoze ci nauczyciel). Z komputerem nie pogadasz o tym co dotyczy konkretnie ciebie i co ciebie interesuje tylko musisz wykuc dana porcje materialu zeby moc robic dalsze czesci. Ale sie rozpisalam. No to w skrocie - komputer tak, ale jako element dodatkowy.
|
Jak przygotować słabego ucznia do matury?
|
hej!
mam ten sam problem tylko ze wiekszy poniewaz ja nie mam 1 indywidualnego ucznia a ............. 4 klasy!!!
nie zgodze sie z Pania natalia.brzeska, ktora napisala, ze to wina tylko ucznia,ze len itd!denerwuje mnie takie gadanie, bo ja uwazam, ze to wina nauczycieli!moje klasy mialy przez 3 lata co roku innego nauczyciela!najpierw pan pozwalal pisac klasowki grupowo,potem byla pani ktora byla troche lepsza,ale potem przyszla pani,ktora co lekcje kazala pisac albo kartkowke,albo klasowke,ciagle na nich krzyczala, o nauce slowek nie bylo mowy!
teraz sa w 4 klasie,zaraz matura,a niektorzy nie wiedza jak sie odmienia 'have';/ sama jestem w szoku i stresie jak mozna zaniedbac tak uczniow wiedzac ze beda zdawac mature!! choc w sumie co tu sie dziwic, jak wielu nauczycieli wychodzi z zalozenia:niech inni sie martwia!
ja zaczelam lekcje od powtorzenia czasow, passive voice itp!teraz mamy repetytorium z oxfordu (beznadzieja!) i kaze im sie uczyc slowek tematycznie:school,health itd!jednoczesnie daje im zdania do tlumaczenia z tymi slowkami!i robimy sytuacje (czyli to co na ustnej)!pisanie,czytania i sluchania nie zaczynam na razie,bo to bez sensu!oczywiscie nie kazdy sie uczy,jest tez kilku takich, ktorzy byli u mnie tylko na 1 lekcji lub chodza w kratke,tych nie dopuszcze!ale widze,ze niektorzy juz sie wystraszyli i sie wzieli za nauke!
niestety ucze w technikum,gdzie uczniowie maja tez pelno przedmiotow zawodowych i mam tylko 2 angielskie (maja 4 w-fy!!!)!!dlatego mam tez konsultacje i siedze z uczniami po lekcji tyle ile potrzebuja!!
gdybym myslala tak jak wiekszosc z wypowiadajacych sie to tez bym uciekla z tej szkoly gdzie pieprz rosnie!ale widze, ze powoli sa efekty! jezeli odpowiednio zachecisz ucznia, 'lagodnie' wytlumaczysz, ze nie zda itp a mimo to on dalej bedzie olewal nauke to rzeczywiscie z tego zrezygnuj,bo mozesz miec potem klopoty!!
nie baw sie z nim jak z dzieckiem tylko dawaj mu tyle,zeby mial co robic!!
i oczywiscie tak jak bylo wspomniane to cwicz testy i schematy na ustna!!
powodzenia!!!
|
one-on-one teaching
|
Hej.
ZGadzam sie z Muszką, że musisz starac sie przygotowywac materialy (teksty, listening comprehension itd) o rzeczch go interesujacych i zachecaj go do mowienia, zeby widzial, ze angielski mu sie przyda, nawet jesli poczatkowo w szkole bedzie mial gorsze oceny niz reszta klasy. Musi widziec sens nauki jesyka.
MIalam podobna sytuacje, bo na 2 lata przed matuira przyszedl do mnie na korki chlopak, ktory pomimo, ze sie uczyl na korepetycjach przez kilka lat, a w szkole w trzeciej klasie konczyli nitermediate i potem mieli upper- intermediate, on nie umial kompletnie nic. NIe dlatego, ze byl glupi, czy strasznie leniwy, ale mial dysleksje, a w szkole byly sprawdziany jedynie z gramatyki i tez tylko tej na korkach sie uczyl. Przejrzalam jego zeszyt z korepetycji, a tam bylo pelno zdan po polsku tlumaczonych na angielski. Jednakze chlopak na pierwszej lekcji nie umial powiedziec po angielsku nic i nic nie rozumial. jest to sytuacja problematyczna, bo od poczatku trudno zaczynac, z braku czasu, a inetrmediate wydawal sie nie do osiagniecia. Jendakze zaczelam myu dawac troche tekstow z English File 3, bardzo powoli, duzo mowienia, i juz po pol roku pani w szkole zauwazyla poprawe i go pochwalila.
Takze, staraj sielaczyc wszystkie skills: czytanie, rozumienie, pisanie, mowienie, nie tylko gramatyka, nawet jesli tylko takie sprawdziny bedzie mial w szkole. Lepiej zeby mial wyciagane 2 na polrocze, ale potem zdal dobrze mature. Tylko postaw sprawe jasno rodzicom, zeby nie bylo na poczatku pretensji.
Na maturze bedzie trzeba napisac wypracowanie, wiec proponuje, zeby na kazda/co druga lekcje musial cos napisac. POtem jest dobrze omowic dokladnie bledy i kazac mu je samodzielnie poprawic.
Kaz mu duzo mowic, zadawaj teksty do opowiadania, zeby musial uzywac nowych slowek, ktore byly w tym tekscie (to swietny sposob na nauke slowek).
Co do gramatyki, to polec mu ksiazki z kluczem, zeby tez mogl sobie cwiczyc w domu, bo skoro jest zacofany musi sie troche przylozyc. (Np. Practical English Grammar Martinet, Thompson, chyba taki tytul, taka szara ksiazka cwiczen, sa 2 cczesci, Grammarway ( w zaleznosci od poziomu) V. Evans) Ty tez z nim rob grame na lekcji, ale nie cala godzine! Góra jedna czwarta lekcji. Z reszta zobaczysz z czym ma problemy.
NO i duzo listenigów, bo to tez bedzie na maturze. Wiec dobrze, zeby na kazdej lekcji robil cwiczenie ze sluchu. Tym bardziej, ze to dla wielu stanowi trudnosc.
Pozdrawiam, KOciamama.
|
wersja polska i angielska
|
Zgadzam sie z dziewczynami - ja kiedy zaczynalam swoja przygode z czytaniem angielszczyzny tez mialam obawy, ale z biegiem czasu sie "rozkrecilam" - na poczatku 10 stron zajmowalo mi godzine, teraz tyle czasu potrzebuje na 40-50 stron , co uwazam za niezly wynik, choc oczywiscie nadal jest to o co najmniej polowe wolniej niz po polsku. Eeela ma racje - bedziesz miala pytania, wal do nas jak w dym - pomozemy z przyjemnoscia. Zgadzam sie tez z Emeina - nie czytaj ze slownikiem, nie sprawdzaj w nim kazdego slowa, ktorego nie rozumiesz. Ja wypracowalam sobie taka metode przy czytaniu relaksacyjnym, ze czytam i staram sie zrozumiec o co chodzi (kontekst zdania - to czesto sie udaje, nawet jezeli nie znasz kilku slow). Po slownik siegam w dwoch przypadkach: 1. kiedy slowo mi nieznane pojawia sie trzeci raz (najczesciej juz wtedy podejrzewam jego znaczenie, ale sprawdzam dla zasady) 2. jezeli nieznajomosc tego slowa uniemozliwia mi prawidlowe zrozumienie kontekstu, sytuacji
Jeszcze jedna porada - zrezygnuj z uzywania jezyka angielsko-polskiego. Po pierwsze, te jezyki nie sa az takie "kompatybilne" i tego typu slowniki podaja jsakies tam, najblizsze tlumaczenie, ale czesto niedokladne. Slownik angielski ma tlumaczenie "opisowe", z przykladowym zdaniem itp. - pozwoli Ci dokladnie zrozumiec o co chodzi i wyczuc niuanse. Po drugie - to zawsze dodatkowe cwiczenie jezyka - moim zdaniem bardzo pomocne. Jezeli bedziesz miala klopoty ze zrozumieniem, to sprobuj najpierw przeczytac opis slowa w slowniku angielskim, a potem jeszcze sprawdz, czy dobrze zrozumialas w angiwelsko-polskim. Zareczam, ze za pare miesiecy ten dwujezyczny trafi w kat;-) Tak bylo ze mna, teraz uzywam go tylko do sprawdzania nazw roslinek itp., bo tu czasami trudno sie z opisu domyslic. Jezeli pisalam belkotliwie, to przepraszam, chcialam sie podzielic metodami, ktore sama wypraktykowalam. Pozdrawiam i przyjemnej lektury zycze!
|
jeśli nie podyplomówka to co?
|
Masz rację, ale też z tym angielskim to jest nie do końca tak. U mnie na uczelni nikt nie słyszał o specjalności nauczanie jezyka. Jak chcesz, to sobie możesz zrobić kurs nauczycielski (kilka tygodni do roku, jeśli chcesz uczyć w szkockiej szkole) i już. To widać także po moich wykładowcach (studiuję dwa języki) - każdy ma jakąś swoją metodę nauczania, czasami bardzo fajną i nowatorską a czasami mieli po kolei ćwiczenia w ksiązce. I o dziwo ze smutkmiem muszę stwierdzić, ze to ostatnie to specjalność lektorów z naszej częsci Europy (Czech i Chorwatka), jedynych którzy zrobili studia z wyraźnie zaznaczonym wątkiem nauczycielskim...
W sumie nie wiem, co o tym myśleć... Wydaje mi się jednak, że abstrahując od samej konieczności znajomości języka, samo nauczanie nie jest rzeczą, którą możnaby w większym stopniu wyuczyć. Albo się ma do tego smykałkę, albo nie...
To tak chyba jak z jazdą samochodem - niektórzy po prostu mają do tego dryg, a inni po milionie kilometrów i 15 kursach doszkalających dalej będą siali postrach i panikę na drodze.
Dlatego akurat mi ten anglosaski system bardziej się podoba: jeżeli umiesz język, to robisz kilkutygodniowy kurs i powodzenia. Ja na tej zasadzie pracuję jako tłumacz i to na polu, na którym w Polsce odpowiadałby mi tłumacz przysięgły - tłumaczę dla policji. Pokazałem kwalifikacje (wyniki testu IELTS) i zrobiłem dwutygodniowy kurs i już. Pewnie moje zdolności nie są tak wielkie jak kogoś z magisterium filologii angielskiej o specjalności tłumaczneiowej, dwuletnim kursie i zdanym egzaminie państwowym, ale najwyraźniej wystarczające do potrzeb, bo (nie chcę się chwalić, ale potrzebuję tego jako argumentu) mnie chwalą i cieszą się jeżeli kolejnym razem znowu pojawię się ja, a nie ktoś inny (kto akurat po filologii angielskiej jest). Więc po co to wszystko?
|
kurs od podstaw - po polsku czy po angielsku?
|
Gramatyka po angielsku, a jeszcze lepiej w rodzimym języku ucznia :) Tłumaczenie gramatyki po polsku zostawiłbym tylko dla grup mieszanych narodowościowo, w których nie ma jednego języka, który znają wszyscy uczniowie (angielski Hiszpanów, czy Francuzów bywa na takim poziomie, że można na wstępie sobie go odpuścić jako narzędzie sprawnej komunikacji; ale może to tylko ja trafiłem na takie przypadki). Jeśli chodzi natomiast o słownictwo, to oczywiście łatwiej jest natychmiast podać angielski odpowiednik, ale z własnego doświadczenia jako ucznia wiem, że doskonałe efekty przynosi definiowanie danego słowa w języku, którego się uczymy, w tym przypadku polskim. Miałem kiedyś świetną lektorkę włoskiego (Polkę), która prawie nigdy sama nie podpowiadała nam brakujących słówek. Mówiła: nie znasz jakiegoś słowa, spróbuj tak zbudować zdanie, żebyś nie musiał go użyć. Było ciężko, pot kapał z czoła i dym wylatywał uszami, ale efekt był taki, że przy niewielkim zasobie słownictwa, byliśmy w pełni komunikatywni (piszę w czasie przeszłym, bo włoskiego nie używałem już parę lat i nie wiem jak teraz bym sobie poradził). Jeśli już podawała nam jakieś nowe słówka to tylko pod warunkiem, że po włosku wytłumaczyliśmy jej co byśmy chcieli nazwać za pomocą tego słowa ;) Polecam różnego typu ćwiczenia na definiowanie, które dają uczniom swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Wiedzą, że nawet jeśli nie będą umieli czegoś nazwać, to jakoś wyjaśnią o co im chodzi. Są oczywiście jednostki oporne, które chcą wszystko szybko i teraz, więc takie zabawy to dla nich strata czasu. Jeśli nie uda się ich przekonać, że warto to pozostaje zacisnąć zęby i stosować się do zasady "nasz klient, nasz pan".
|
Czy Filmoznawcy wynieśli się z tego forum?
|
Jak z tego wybrnąć? Gość portalu: b napisał(a):
>Straszne rozczarowanie >pomyje >nie reagujemy na chamstwo
Admin zdążył wyciąć jakieś bluzgi pod moim adresem zanim włączyłam komp. I całe szczęście! Ale wiesz, muszę teraz sama przyznać, że w środku nocy kiedy padam już na twarz, precyzyjne i sensowne formułowanie postów stwarza problemy. Tak, że te złośliwości (jak popłuczyny po Katarynie - chyba) są po części uprawnione. Traktuję to jako nauczkę na przyszłość.
Tytułem wyjaśnienia: "My grandfather" by Marina Picasso. 2 tomy prof. Urbankowskiego (lub podobne nazwisko) z UW(Wrocław) o twórcach w epoce Stalina. Podałeś mi wtedy tytuł. Orwell napisał na zamówienie dziełko o twórczości Dalego. Łatwy angielski wg Wartburga. I idealny do nauki. Obejrzałam angielski film pt. "Mąż idealny" na podstawie "An ideal husband" Wilde`a i tak mi się spodobał (także z powodu dialogów wygłaszanych świetną angielszczyzną), że na Rajskiej przez 2 dni przeczytałam wszystkie jego dramaty (mają jeden egzemplarza) i poszłam drugi raz na to. Potem ktoś zaprzyjaźniony pożyczył mi to w oryginale. No i leży sobie grube tomisko. Próbowałam ćwiczyć angielski tłumacząc "Dumę i uprzedzenie" Jane Austen, ale okazało się za trudne. I jeszcze "Golden Bowl" mojego ulubionego H. James`a - on ma tak wykwintyny styl i zdania układa tak finezyjne, że tłumaczenie tego to dla mnie katorga. Niestety wiele jego rzeczy nie było nigdy tłumaczonych na polski. Ta "Złota Czara" np. a i jeszcze "The Wings of Dove". Całe szczęcie, że on ma swoich "wyznawców" (Merchant - Ivory) i na bazie tych dwóch ww. powstały filmy: "Złota" i "Miłość i śmierć w Wenecji". On jeszcze napisał relację z podróży po Włoszech, gdzie wypowiada się o sztuce i kulturze. Musi to być szalenie ciekawe, bo już wiele razy trafiłam na cytaty z tej książki w innych, dotyczących takich tematów.
I jeszcze o omijaniu raf. Wiem, że nasz ulubiony wątek miał mało "wizytacji" wiadomego rodzaju. Jednak jest już okropnie długi i rozbudowany i przez to nieco uciążliwy. Mogłabym wycofać się z pewnych decyzji (uznać je za pochopne), jeśli uznasz, że powrót ma sens. Ważne jet również zdanie Kataryny iWartburga w tej materii. A może znajdziemy inne wyjście. " TYLKO....bis"? Może najwartościowsze kawałki przekopiować? Co sądzisz o tym? Jakieś inne pomysły?
Pozdrawiam
|
bardzo dobrze ze nie zdaliście!!!!!!!!!!
|
No teraz tłumaczę się po raz ostatni,bo widzę, że nadal brak zrozumienia tego co napisałam!
W poście wcześniej pisałam, że już kończę studia!Zresztą skąd przypuszczenia, że mam 18lat;/NIgdzie nie pisałam, że jestem maturzystką, że uważam, że człowiek nie może bawić się i być jednocześnie inteligentny!Nie wiem skąd wogóle takie rzeczy sobie wymyśliłeś;/Detektyw;)
Nie mam nic do osób opisanych przez Ciebie:baw się ile wlezie, ale gdy trzeba się uczyć to się ucz!Studiuje dziennie i pracuje,znajduje też czas na zabawę! Ale uwierz mi, że są osoby(czytaj:tegoroczni maturzyści), którym wydawało się, że matura im się najzwyczajniej w świecie należy ot tak. Nie rozumieli, że ta matura (moim zdaniem beznadziejna) ma jednak swoje prawa i tu trzeba się choć troszkę wysilić!
I tutaj w tym wszystkim o to chodzi: trochę wysiłku i użycie mózgu czasami!
Powiedz mi czy taką osobę można traktować poważnie: w szkole obok(technikum)w ostatnim momencie kiedy była możliwa zamiana przedmiotów na inny (zdaje się styczeń)chłopak przychodzi i mówi, że on nie chce zdawać angielskiego tylko włoski, bo on kupił sobie książeczke "Włoski w 30 dni" i ciągle słucha kasety;/
Przepraszam, ale coś tu jest nie tak!
A czego oczekiwać od osoby, która uciekała cały rok,a jak była na lekcji to przeszkadzała, była chamska, nie mówiąc o tym, że nie miała pracy domowej!Na ustnej maturze taka osoba nie umiała powiedzieć nic, bo zamiast ćwiczyć mówienie, jak reszta klasy, jadła jakieś papki, bo "on ćwiczy na siłowni i musi jeść o stałych porach, zeby mięśnie mu nie sflaczały,a że wypada to na angielskim... psi kogo to interesuje,bo on zda, bo przeciez matura to pryszcz"! Jedyne co kolega powiedział na maturze ustnej to 10 razy "Kur*a" po cichu pod nosem!
Sam rozstrzygnij czy takie osoby powinny mieć ten papier....
Ps. Ciągle chodzi mi o takie osoby,a nie o takie które coś robiły!
|
dwujezyczne dzieci
|
czesc.... pozdrowienia Abi... powiem wam jak to mnie sie udalo aby corka mowila po Polsku... moja corka w momencie jak tutaj sie zjawila miala niecale 3 latka, na poczatku mieszkalem na Brighton Beach (znajacy NYC wiedza ze to w zasadzie Odessa)przez okolo 2 lata, wiekszosc tutaj zamieszkujacych ludzi to rosjanie wiec dziecko bawiac sie nad oceanem rozmawialo po rosyjsku, mielismy ubaw z tego... ale zastawnawialo nas co to bedzie jak ona pojdzie do szkoly... w wieku 5 latek poszla do pre-school i tu okazalo sie jak to male dzieci moga byc strasznie kreatywne, nauka jezyka angielskiego poszla jej bardzo szybko bo po praktycznie dwoch miesiacach dziecko mowilo calymi zdaniami, ku naszej oczywiscie uciesze ze tak szybko to nasze dziecko sie integruje... no ale po tej euforii przyszedl czas na ... no wlasnie dziecko codzienni przychodzilo z innymi wymowkami dlaczego to ona NIE powinna mowic po polsku w domu (i wogole), a to ze ona nam pomoze w nauce a to ze ona powinna cwiczyc itd. na szczescie my bylismy bardziej uparci i ... wlasnie dzis dziecko ma 16 lat i mowi biegle po w jez. polskim. chodzila tez do sobotniej szkolki gdzie uczyla sie jez. polskiego, geografii i historii, oraz religii (buntowala sie... ale..). Dzis zna ona 4 jezyki i sama sie smieje z tamtych dni, co ciekawsze pisze bezblednie po polsku i sami nie wiemy jak to jest bo ja do dzis pamietam problemy z ortografia jakie czlowiek mial kiedys... my podtrzymalismy jezyk z powodow jakie tutaj na tym forum juz byly wypowiedziane, kultura w ktorej my sie wychowalismy, nasza historia, wreszcie wyjazdy do Polski... i tutaj taka mala historia: Moja mama opowiedziala mi historie z Wieliczki, jak to grupa Japonsko- Amerykanska (ciekawe polaczenie a moze tylko amerykanska) potrzebowala tlumacza bo ich sie gdzies zapodzial a moja corka w wieku wtuedy chyba 9 lat pomogla im jako tlumacz, ku uciesze mojej mamy ktora do dzis opowiada te historie (pewnie juz drugi albo trzeci raz z kolei) chcialbym tylko dodac ze dzieci w wieku 6-12 moga uczyc sie kilku jezykow w tym samym czasie i nic im sie nie pomyli, takie to sa dzieci (to jest stwierdzone naukowo) tak ze polecam utrzymanie polskiego za byc moze kazda cene, bo np polski pomogl mnie w nauce hiszpanskiego (podobnie sie czyta....) ktory musialem zaliczyc na tutejszych studiach... i to wlasnie jez. polski byl pomocny w nauce hiszpanskiego dla mojej corki... nic pozdrawiam... i zycze powodzenia...
|
która szkoła języka angielskiego jest dobra?
|
Pięścią w twarz. Native speakers in Poland
Artur Pałyga 09-08-2004 , ostatnia aktualizacja 08-08-2004 15:03
Dlaczego Polacy są bladzi, czyli czego dowiesz się o Polsce na lekcjach angielskiego
Pół miasta uczy się angielskiego, dosłownie. A może nawet trzy czwarte. Mówię o Bielsku-Białej, gdzie uczęszczałem do szkoły językowej Speed Callan Method. Ale to samo jest w Tychach, a nawet w Żywcu. Cała okolica! Wielu zaczyna na kursach wakacyjnych, bo wtedy tylu dokoła wyjeżdża za granicę, człowiekowi się robi głupio.
Nauczycielka angielskiego - od wielu lat w podstawówce - spotyka na kursie dla początkujących rektora prywatnej uczelni.
- A wie pan, wymowę sobie ćwiczę w konwersacjach - tłumaczy się.
- Ja też - rumiany rektor.
Zamknięte kursy językowe dla firm, kursy dla dzieci. Angole mają roboty po pachy.
- Oni są dziwni. Zawsze, na każdej lekcji, pytają, czy jest ci fajnie. Jak odpowiesz, że nie, to się obrażą.
Spróbowałem.
- How are you? Fine?
- Not especially.
Dopytuje się grzecznie, dlaczego nie-specjalnie, co mi się stało, lekcja zaczyna się przez to później. Potem miałem wrażenie, że jest na mnie obrażony. Głupio się zachowałem, nieładnie.
Jesteście religijni czy nie?
Amerykanin wznosi złączone dłonie do nieba.
- Człowiek, który się modli... - zaczyna powoli, bo zgodnie z metodą Callana nauczyciel ułatwia odpowiedź, zaczynając zdanie. - Powtarzaj za mną.
Facet w dresie, na co dzień sprzedawca telefonów komórkowych, powtarza posłusznie: - ...klęka na kolanach... łączy dłonie...
- No, złącz dłonie - nauczyciel rozszerzył zamaszyście dłonie i klasnął. Sprzedawca łączy.
- ...i wznosi je do nieba! - powtarza, czerwony jak burak, łącznie z gestem przypominającym start rakiety.
- A dlaczego człowiek się modli? - pyta Amerykanin, otrzepując kolana. Nikt nic nie mówi, uśmieszki.
- Ch... wie - rzuca licealista po polsku. Amerykanin śmieje się ze wszystkimi. - No, co mówi człowiek, który się modli? - próbuje pomóc.
Pochodzi z Ohio. Wysoki, w okularach. Chwalił się, że studiował grekę i że wakacje spędził na Krecie, podziwiając tamtejszą sztukę plastyczną. Ma dziewczynę w Polsce. Żeni się z nią i wyjeżdżają do Stanów.
- Mówi: proszę, Boże... Co dalej? - drąży. ...
|
Metodyka
|
advocat1 napisała:
> > Z dwojga złego lepiej uczyć z podręcznika , z którego uczeń może ewentualnie > korzystać w domu , bo taka jest rola podręcznika , niż z bezbłednej ksiązki > z której uczeń może korzystać tylko z pomoca nauczyciela . > > Oczywiście nauczyciel angielskiego będzie inego zdania , bo nie zaraobi tyle > na korkach ile zarabia . Z jego punktu widzenia im gorsze narzędzie edukacyjne > pod względdem stosowalności w domu , tym lepiej . > > Stąd te przerażające statystyki bioracych korki w porównaniuz innymi krajami ( > a ich przecież bardziej stać niż nas - czyzby nie dbali o edukację swoich > dzieci ? )
1. Wiele podręczników drukowanych poza Polską ma tłumaczenia poleceń do ćwiczeń, wyjaśnienia gramatyczne w jęz. pol. lub słowniczki, żeby było łatwiej z nich korzystać. Wszystkie mają mnóstwo ilustracji, które pomagają zrozumieć wprowadzane słownictwo. Takie są metody uczenia języków obcych w dzisiejszych czasach - nie tłumaczenie słowo na słowo, tylko metody bliższe człowiekowi. To, że ktoś jest przyzwyczajony do metod z lat 70-80tych to nie znaczy, że wszyscy mają z nich korzystać. 2. Nie uważam, że lepiej jest, gdy uczeń z polskiej książki nauczy się, że narrow to szeroki, a wide to wąski (to akurat z pewnego programu komputerowego do nauki jęz. ang., wydawnictwo polskie, a jakże !!!). Dla tych co nie wiedzą: jest dokładnie odwrotnie. Albo że his got (z taką właśnie pisownią) to on ma. Chyba lepiej, żeby jednak uczeń spotykał się z bezbłędnym językiem, nawet kosztem tego, że musie się bardziej wysilić i pomyśleć nad tym czego się uczy. 3. Czy uważasz, że nauczyciele języków na korepetycjach zajmują się tłumaczeniem uczniom podręcznika ????? Ciekawe podejście. To co robią na korepetycjach nauczyciele innych przedmiotów ? Też tłumaczą swoje podręczniki z polskiego na uczniowski albo rodzicielski ? Właśnie. Ciekawe czy to Twoje dziecko ma problemy z posługiwaniem się podręcznikiem, czy Ty ? 4. Zresztą niektórzy rodzice mówią o polskich podręcznikach (nauczanie początkowe, jęz. polski, przyroda) to, co Ty o angielskich: że nie da się z nich korzystać bez nauczyciela. To chyba jest po prostu brak umiejętności korzystania z takich rzeczy, a nie wada książek. 5. Uczeń, gdy przerabia jakiś podręcznik, w czasie lekcji zaznajamia się z rodzajami ćwiczeń itp, które w danej książce są stosowane. Rozumiem, że jeśli wykonuje jakieś zadanie kilka razy, to poradzi sobie z podobnym sam w domu, gdy jest np. chory. Jeśli miałe(a)ś na myśli naukę całkowicie samodzielną, to są do tego specjalne, inaczej skonstruowane podręczniki.
|
Kursy jezyka wloskiego !!!!
|
Malenstwo, mam nadzieje,ze moje uwagi przydadza Ci sie. W Polsce zaczynalam nauke od "Mowimy po wlosku" / Alina Kreisberg, Silvano de Fanti, Wiedza Powszechna /. Jest to kurs dla poczatkujacych, z kasetami. Prawde mowiac, nigdy go nie skonczylam, ale moim zdaniem jest dobry. Nie planowalam wyjazdu do Wloch, a potem nagle okazalo sie, ze podrecznik nie byl mi niezbedny / bede nieskromna, ale mam zdolnosci jezykowe /. Potem, bedac juz na wakacjach w Polsce, kupilam "Jezyk wloski dla Polakow" / Daniela Zawadzka, PWN /. Nie ma kaset, ale jest bardzo dobry / ciekawe teksty, tlumaczenia na polski calych tekstow, klucz do cwiczen, bogaty komentarz gramatyczny /. Towarzyszy im kaseta z tekstami, choc zupelnie jej nie pamietam. W sumie jest tego 5 ksiazek / pierwsza czesc 3, druga 2 /. Teraz podrecznikow jest o wiele wiecej / wiem o tym z zapowiedzi biuletynie "Polonia Wloska" /. Nie wiem jednak, co z nich mozna byloby polecic. Goraco polecam natomiast konwersacje z osoba narodowosci wloskiej. Moze byc nawet taka, ktora przebywala dlugo we Wloszech i zna jezyk na 95%. Niestety, znam osoby, ktore sa tu od 10 lat i mowia tak, jak 9 lat temu, czyli prawie wcale. 2 godziny w tygodniu powinny wystarczyc; glownie dlatego, ze jest to bardzo mobilizujace. W sumie kosztuje mniej niz kurs, a daje duzo wiecej. Do tego, jak juz pisalam, Tv wloska / wystarczy sluchac, nawet telenoweli /, radio, troche plyt z piosenkami / po pewnym czasie zaczniesz wszytko rozumiec /, o Internecie nie wspomne / kopalnia /. Po prostu w domu musisz sobie stworzyc male Wlochy. Zagladam czesto na polskie strony poswiecone jezykowi angielskiemu, ale z wloskim to chyba jednak nie ma nic. Na koniec dwie rady. Po pierwsze, na poczatku trzeba sie nauczyc podstaw gramatyki. Moim zdaniem, jest nawet wazniejsza niz fonetyka. Po drugie, nie nalezy sie zniechecac faktem, ze jezyk wloski jest coraz trudniejszy w miare, jak sie go uczymy. Dokladnie odwrotnie niz polski. Po miesiacu albo dwoch mozna juz mowic, pisac listy. Z uwagi na fakt, ze wielu Wlochow zatrzymuje sie na poziomie podstawowym, obcokrajowcom jest o wiele latwiej. Powodzenia!
|
co sadzicie o metodzie Callana??
|
Pod pewnymi warunkami bardzo dobra metoda Bardzo mocno utrwala słownictwo i intuicyjne tworzenie zdań. Przede wszystkim łatwo przełamiesz obawę przed rozmową w języku angielskim, bardzo szybko nauczysz się mówić i czytać. Różnorodność narodowości, akcentów, dykcji i osobowości lektorów ze Straszewskiego pozwalają na późniejszą bezkonfliktową pracę ze szkockim menedżerem, egipskim współpracownikiem i niemieckim klientem. Pamiętaj, że angielski jest współczesną łaciną, w większości sytuacji nie będziesz potrzebowała uniwersyteckiego akcentu. Zarzut o brak nauki gramatyki uważam za dość śmieszny, bo szkoła daje gwarancje zdania FCE i dobrze przygotowuje do CAE. Poza tym przyswojenie zasad gramatyki nie zależy od szkoły, bo żadna z nich nie nauczy tego samoistnie. Na każdym kursie musisz wziąć podręcznik i wykuć. Można to zrobić w domu, a spotkanie z "nativem" na lekcji wykorzystać na rozmowę. Ja nie miałem w czasie studiów zbyt wielu okazji do spotkań z obcokrajowcami, zatem odpowiadało mi, że szkoła nie traci mojego czasu na przepisywanie podręczników na tablicę.
O skuteczności: swego czasu znajomy z AGH po roku nauki od zera w Callanie (3x2 godz. tygodniowo) zdał egzamin końcowy z języka na poziomie "C" (db+). Bez lektoratów na uczelni, ale w domu ćwiczył gramatykę z jakiś podręczników i ponoć dużo czytał w angielskim (uwaga: brak biblioteki to poważny mankament tej szkoły). Nie wiem czy ten agiehowski "C" to wysoki poziom, osobiście wątpię, więc sama oceń. Mnie bardziej przemawia do wyobraźni to, co stało się potem. Rok później był na kilkutygodniowej zagranicznej praktyce dyplomowej, a następnie obronił pracę magisterską napisaną wyłącznie w oparciu o własne tłumaczenia anglojęzycznych materiałów. Po obronie wyjechał na roczne stypendium w Trieście. Obecnie pracuje w tej firmie, w której praktykował na studiach. Poza TOEFL-em nic nie miał chyba żadnego innego certyfikatu. Natomiast zawsze powtarza, że bez tej pewności w mówieniu (nawet z błędami) jaką dał mu Callan niewiele by mu się udało. Ponoć szczególnie ciężko było na praktyce: jednak zbyt głębokie wody, na których by się utopił, gdyby nie językowy tupet wyniesiony z Callana. Jestem w stanie w to uwierzyć, bo na truskawkach w Anglii spotkałem gościa z CAE, który tak bardzo bał się popełnić błąd językowy, że prawie w ogóle nie rozmawiał z Anglikami.
Wszystko zależy od tego, do czego potrzebujesz angielskiego. Ale jeśli masz wystarczająco samozaparcia by uczyć się niemal sama gramatyki i bardzo dużo czytać to myślę, że metodą Callana możesz uzyskać szybko bardzo dobre efekty.
|
Watek do mowienia "dziekuje"
|
Gość portalu: gosc napisał(a):
...A do kan z oz - jaki next topic. Nastepny topic to bedzie nastepny nadety polaczek znowu zakladal. I chwala Bogu ze Nazi tu jeszcze czasem zajzy i tymi nadetymi stworzeniami wirtualnie o sciane pyyznac potrafi coby im sie kompletnie w tych wielkich pomrocznych lbach nie powywracalo.
Zycie samo weryfikuje. Przyjechalismy do Oz z uznanymi kwalifikacjami. Na miejscu okazalo sie, ze uznane kwalifikacje byly tylko na potrzeby emigracji a rozpoznanie musi odbyc sie jeszcze raz. Zawiezlismy papiery do departamentu edukacji i powiedzieli nam, ze musza byc przetlumaczone w Oz. Nie przyjmowali tlumaczenia zrobionego przez tlumacza przysieglego z Polski. Kilkaset dolarow lzejsi po miesiacu znowu wybralismy sie do departamenu. Rozpoznawali 6 miesiecy i to podobno blyskawicznie. Wyznaczyli nam spotkanie na rozmowe, ktora przeslismy i po 8 miesicach bylismy juz prawie u celu. Wtedy powiedzieli nam, ze nalezy zdac egzamin zawodowy z angielskiego; podobny do tych dla lekarzy. I tu sie zaczalo; 2 i pol godziny pisemny, 1godzina z tasma (nikt nie wychodzi do WC, bo tasma sie nie zatrzymuje), pol godziny ustny przed komisja 4 osobowa. Pass - 95% Przy pierwszym podejsciu oblewa 100%. Najczesciej zdaje sie po 3-4 razach sa tacy co go cwicza pare lat. Trik; jest organizowany tylko 4 razy w roku, co 3 miesiace ale nie mozna podchodzic czesciej niz co 3 miesiace. Praktyka mozna zdawac max 2 razy w roku. Koszt symboliczny $ 150 AU. Zdalam po 2 latach od momentu przyjazdu do Oz. Nie jest rozpoznawany zaden egzamin typu ESL, TOFEL etc, etc. Wniosek; czy ktos orientuje sie ile kosztuje nostryfikacja dyplomu lekarza? Platny jest kazdy egzamin, zaliczenie; praktyki w szpitalu robi sie za darmo. Trwa to latami. Wiadomosci zebrane od lekarki kardiolog z W-wy (ksztalcona w W-wie), ktora przyjechala do Oz 8 lat temu. Nie dala rady finansowo.
Pozdrawiam
|
Szkoła namawia na korepetycje?
|
ja naleze do ludzi ktorzy za duzo mowia- w dobiszu to nie jest dobra cecha. dlatego mam problemy z wiekszoscia nauczycieli. dlatego moge powiedziec ze pani a. piotrowska byla (bo niestety odeszla) najleprzym nauczycielem jezyka jakiego kiedykolwiek spotkalam!!! bardzo nie chcialam sie uczyc wiele razy powiedzialam jaj wiele nie milych zeczy,a ona zamiast mnie oblac umwiala sie ze mna przed lekcjami zebby nadrobic zaleglosci, "zmuszala" do popraw i motywowala. wiele razy prosila zebym zostala po lekcjach i zamiast mnie ochrzanic tlumaczyla wiele zeczy. naprawde jestem jej bardzo wdzieczna. mysle, ze cala moja klasa miala z nia dobrze. nie trzeba sie bylo duzo uczyc- wystarczylo robic prace domowe zeby utrfalic material. teraz uczy nas pani kaminska, nie moge narzekac! niemeczy nas- w klasie wiekszosc mature zdaje z angielskiego, jednak ci ktorzy planuja zdawac niemiecki maja jakies dosatkowe prace i cwiczenia. to swiadczy, ze w dobiszu sa dobrzy nauczyciele jezykow!!!
ale na boga... pani sikora??? ratunku, przecierz to tragedia!!! jedyne co robi to stawia jedynki za brak antologii (ktorej napoczatku roku nie kazala kupowac) pozatym juz nie uczy tak swietnie. nie odnajduje sie w nowych formach egzaminacyjnych i poprostu jest straszna!!! my jej naprawde nie lubimy!!!ona zas nas motywuje... powterzajac ze nie zdamy matury- no chyba ze jest sie jej pupilkiem:/
a co do pana profesora michasia, ktory teraz uczy mnie tylko wos-u... to jest dopiero zart!!! mleko i czekolada, ewentualnie inne przysmaki i juz nie pyta. dodatkowa piateczka? co to za problem- wystarczy kupic jakas ksiarzeczke do pracowni, zrobic plakat, albo cos w tym rodzaju.
jednym slowem przekretow jest sporo! blagam!!! nie ujawniajcie ich wszystkich, bo jeszcze zaczna od nas wymagac- i jak ja skoncze ta szkole??? bede sie musiala zaczac uczyc:/
pozdrufffki dla wszystkich tegorocznych maturzystow- damy rade ;)
|
Awans spoleczy w USA dla cwaniakow bez jezyka ang?
|
tak wyglada znajomosc j.ang. u stazystow z Polski; Jednak narzekali na brak mozliwosci "awansu spolecznego". Nie wydaje Ci sie ze po roku pobytu w obcym kraju to raczej wygorowane zeby nie powiedziec naiwne oczekiwania?
kwiatek_leona napisała:
> Przeczytaj jeszcze raz ten artykul UWAZNIE. Nigdzie tam nie jest napisane, ze > oni nie znaja angielskiego."Wolontariat Magdy na wydziale ochrony środowiska > miejscowego uniwersytetu". Chyba nie sadzisz, ze porozumiewala sie tam > jezykiem migowym i ze trzymaliby ja bez znajomosci angielskiego. Zreszta sami > zainteresowani powiedzieli, ze wzieli "Kurs językowy w college'u", co nie > znaczy, ze nie znali jezyka przed wzieciem kursu. Gdzie tu jest to > cwaniactwo, o ktorym mowisz?
Chyba nie sadzisz ze oni przyjechali do USA z perfekcyjna znajomosci jezyka angielskiego. Zreszta mialem okazje przekonac sie co oznacza "znajomosc angielskiego" w wyksztalconych Polakow.
Pracujac jako tlumacz wojskowy przy cwiczeniach NATO w USA, spotkalem oficerow wojska RP ktorzy reprezentowali Polske, ich dowodca o stopniu porucznika, gdy rozmawial z oficerami Amerykanskimi wydobywal z siebie 5 slow na minute....Wygladalo to jak dojenie krowy w zwolnionym tempie. To tego, upieral sie ze sam sobie poradzi i nie potrzebuje pomocy tlumacza. Oto jak wyglada znajomosc j.angielskiego u wyksztalconych "stazystow" Polskich w USA.
> Jedyne co wyczytalam z tego artykulu, to ze ta para pragmatycznie > zdecydowala, ze zycie w Polsce bardziej im sie oplaca i odpowiada niz zycie w > US.
Zycie w USA im "nie odpowiadalo"?....a jednak przed przyjazdem do USA brali od uwage pozostanie na stale w USA. Dlaczego zmienili zdanie? Wlasnie, dlatego ze sadzili ze w ciagu 1 roku "awansuja spolecznie"...dobre mi :)
To jest chyba oczywiste ze jesli sie chce skonczyc college w USA rodzice musza zaplacic, albo samemu trzeba na edukacje wyzsza zarobic i zwykle nawet dla Amerykanow oznacza to lata poswiecen.
Wiesz dlaczego wielu Polakom nie podoba sie w USA, zwlaszcza tym ktorzy wyksztalcili sie w Polsce? Dlatego ze przyjezdzaja do USA i sa zflustrowani tym ze pracodawcy nie witaja ich z pocalowaniem reki na lotnisku, tylko mozolnie musza pnac sie do gory. A to wiadomo wymaga wyzbycia sie Polskiej mentalnosci a wiadomo ze dla zadufanych w sobie "inteligentow" z Polski moze byc bolesne.
Czytalas jakim tonem wypowiadaja sie Tomek i Magda? Tak jak byliby finansistami albo angielska arystokracja a nie emigrantami zarobkowymi. Nie widac u nich bylo pokory ani glodu sukcesu, jaki jest widoczny w USA u emigrantow.
|
Nauczanie domowe- homeschooling
|
bi_scotti napisała:
> aagnie.szkaa napisała: > > > docelowo ona bedzie troj- > > jezyczna, jakos to sobie wszystko tam w glowie przetlumaczy > > miedzyjezykowo, a jak slowek bedzie brak to slowniki pojda w ruch. > > Wybacz ale to jest dosc naiwne co piszesz. Znajomosc jezyka na > poziomie "jakos" to nie jest zadna znajomosc
Pewnie, ze tak. Zgadzam sie z toba. Tylko troszke zle mnie zrozumialas, slowo JAKOS odnosilo sie do tego, ze Sara bedzie zmuszona dokonac wysilku tlumaczenia sobie tego czego zostanie nauczona w jezyku polskim, lub francuskim, na jezyk angielski, w momencie kiedy bedzie przystepowala do ewentualnych egzaminow. Bedzie to dodatkowe utrudnienie, ale wierze, ze da sobie rade. Ja mieszkam w UK zaledwie kilka lat, a bez wiekszych problemow udaje mi sie korzystac z wiedzy jaka zdobywalam w jezyku polskim, w jezyku angielskim. Takze, da sie.
a jesli chcesz zeby > Twoja corka byla faktycznie biegla w mowie i pismie we wspomnianych > trzech jezykach to zwyczajnie Wy we dwoje z mezem plus ksiazki i > media plus sporadyczne kontakty w kolkach zainteresowan i na placach > zabaw nie wystarcza.
Doceniam zdanie osoby, ktora wychowuje swoje dzieci wielojezycznie, wiem, ze wielojezycznosc dzieci, to ciezka praca rodzicow, a nie proces automatyczny.
Szczegolnie w kwestii "reading comprehension" > tudziez poslugiwania sie roznymi formami pisanymi. Formami mowionymi > zreszta tez, bo z zalozenia pozbawisz corke obcowania z grupa > rowiesnicza NA CODZIEN, nie dasz Jej szansy cwiczenia prezenstacji > przed wiekszym gronem i calej innej gamy bodzcow jezykowych, ktore > swiadomie i mimochodem zapewnia uczestnictwo w zyciu szkolnym.
No coz, juz zdecydowalam, ze podejme te ryzyko.
> Nie chce Cie dolowac ale juz niedlugo sama zobaczysz jak trudno > bedzie Twojemu mezowi utrzymac u Waszej corki francuski. On jest w > tym ukladzie najbardziej vulnerable i to bedzie pewnie jezyk, z > ktorego przy nauczaniu w domu zrezygnujesz najpierw. A bedzie szkoda!
Juz chyba pisalam, ze moj maz deklaruje chec brania czynnego udzialu w edukacji naszej corki, takze te tabliczke mnozenia (i inne) to mala bedzie musiala i po polsku i po francusku opanowac
Pod wplywem tego watku, wczesniej niz zamierzalismy, zaczelismy sie zastanawiac, kto ''bierze'' jakie przedmioty na siebie , a gdzie bedziemy musieli zwrocic sie do korepetytorow, czy moze opcja part- time school wejdzie (nie wiem, czy wspominalam, ale jest mozliwosc, by dziecko chodzilo do szkoly na kilka wybranych przedmiotow.)
|
urlop za granicą bez znajomości jęż. obcego
|
tatata ja wszystko rozumiem- tylko czemu ja w Hiszpanii wypozyczalam samochod na migi gdyz pan Hiszpan uwazal ze fakt ze przyjechalam do Hiszpanii bez znajomosci hiszpanskiego to moj problem glownie bo przeciez nie jego? I to bylo na lotnisku, a nie na prowincji? We Wloszech na poludniu jesli ktokolwiek mowil inaczej niz po wlosku- to mowil po niemiecku, a moj niemiecki jest raczej ujemny. W Niemczech bywam tylko transferowo, ale mozliwosci porozumienia sie w jezyku obcym innym niz niemiecki doswiadczylam moze z raz a moze ze dwa.
a najbardziej rozczulaja mnie Angole, ktorzy w jezykach obcych pomykaja jak poligloci Kiedys z najmietnoscia ogladalam na BBC Prime taki program Relocations czy cos takiego- o ludziach, ktorzy sie przenosili z Anglii gdzestam. Ludzie z reguly majetni, dobrze wyksztalceni, 35- 40 lat, ktorzy sie w City narobili i teraz postanowili zbierac owoce, czyli nie naiwne mlokosy.
I jechali tacy Angole do zapadlej dziury w Grecji, gdzie baby na czarno chodza i owieczki po uliczkach ganiaja. Albo do Francji na prowincje winem pachnaca otwierac tam pensjonaciki, restauracje itd. Inwestowali w to oszczednosci zycia i do glowy im nie przyszlo nauczyc sie jezyka. W zwiazku z tym nie dogadywali sie z fachowcami, podpisywali cos czego podpisac nie powinni, pokazane byly cale perypetnie z szukaniem tlumacza- no dramat. I te zdziwione geby ze ojej na zadupbej wysepce w Grecji gdzie mieszka 100 osob nie mowia po angielsku? to nie byla przypadkiem nasza kolonia?????
Uwazam ze Polacy nosza w sobie TAAAKIE kompleksy w przypadku jezykow obcych ze glowa mala. Co widac swietnie np. po kursantach moich- na poziomie sredniozaawansowanym, czyli takim juz komunikatywnym jak czytaja teksty znacznie wykraczajace poza ich poziom, roztrzaskuja jakies cwiczenia i krzyzowki a jesli chodzi o odezwanie sie - tak paralizuje ich mozliwosc zrobienia bledu, ze to szok. Ale co tam angielski- zaczelam sie uczyc niemieckiego zeby sie przelamac i mozg rozruszac iu poczuc co te moje baranki czuja na codzien. Jestem tedyna osoba autentycznie poczatkujaca- reszta kiedys sie uczyla. Kto najwiecej gada no zgadnijmy kto? Kto olewa czy pamietal o rodzajniku i szyku zdania i gada jak pietaszek ale za to skutecznie? A lektora mam Miemca wiec gadac trzeba. Po miesiacu jest tak ze ja sobie z nim konwersuje a reszta sie zastanawia czy der czy die.
|
dziennikarz bez znajomosci jezyka ang?
|
Powinieneś znać angielski, przynajmniej w zakresie komunikatywnym (B1-B2, powiedzmy). Nawet nie o dziennikarstwo tu chodzi - po prostu angielski to podstawa, przydaje się w wielu dziedzinach...
Moim zdaniem źle do tego podchodzisz. Zakładasz z góry, że angielskiego się nie nauczysz, i że ograniczysz naukę do kiepskiej szkoły i niewielkiego wymiaru godzin na studiach. A przecież tak nie musi być!
Po Twoim poście wnioskuję, że masz dostęp do komputera i Internetu. To już dobry początek. Bycie samoukiem może nie jest łatwe, ale - to jest możliwe! W zależności od tego, jaka metoda Ci odpowiada, zacznij po prostu czytać teksty po angielsku na stronach internetowych (wybierz temat związany z Twoimi zainteresowaniami - będzie ciekawiej). Słówka potrzebne do zrozumienia sprawdzaj w słowniku (choćby było ich nie wiem ile... z czasem będzie łatwiej). Oczywiście nie trzeba sprawdzać każdego słówka - chodzi o zrozumienie, nie o tłumaczenie. Jeśli poszperasz w sieci (zacznij np. od ang.pl) zobaczysz, że oprócz oryginalnych anglojęzycznych tekstów jest mnóstwo stron, które zawierają przystosowane do Twojego poziomu teksty i ćwiczenia. Możesz też poszukać w internecie e-pals - czyli osób, z którymi będziesz korespondował po angielsku. I nie ma co zrażać się drobnymi niepowodzeniami - słownik w rękę i będzie dobrze :). Możesz też zainwestować niewielką sumę pieniędzy i kupić np. (za 20 zł) program SuperMemo - Rozmówki angielskie w miesiąc (mam nadzieję, że nie przekręciłam tytułu). Za relatywnie niewielkie pieniądze możesz nauczyć się naprawdę sporo. Zresztą nawet 50-80 zł (tyle chyba kosztuje większość programów SuperMemo i Edgarda - które to bardzo bym polecała) to mało w porównaniu z horrendalnymi cenami kursów językowych. Możesz też zacząć zarabiać pieniądze :) - np. dając korki z przedmiotu, z którego jesteś dobry - jeśli nie teraz, to na początku studiów. Da się! Tylko musisz w to uwierzyć :).
|
Połowa maturzystów bierze korepetycje
|
korepetycje maturzystow Trzeci rok uczę w klasach maturalnych (angielskiego). Nastawienie niektórych uczniów jest straszne. Pamiętam dziewczynę, która na lekcjach nie chciała nic robić, tłumacząc, że chodzi na korepetycje, gdzie jej korepetytorka wytłumaczy ten problem. Kilkakrotnie zdarzało się, że uczniowie niewiele robili przez cztery lata, jechali na dopuszczających osiągniętych dzięki poprawionym w ostatniej chwili sprawdzianom i odpowiedziom (nauczyciel ma obowiązek dawać szansę, bo zawsze istnieje nadzieja, że tym razem jest to początek solidnej pracy), nie zdawali matury, a potem szli na korepetycje i zdawali maturę poprawkową po dwóch miesiącach. A korepetytorzy pewnie myśleli, że nauczyciele są tacy fatalni. Zanim korepetytorzy zaczną krytykować nauczycieli, niech wezmą pod uwagę kilka faktów. Po pierwsze, na korepetycje trafia uczeń zmotywowany swoją trudną sytuacją (90 % uczniów zaczyna myśleć o maturze w marcu, sama mam ucznennicę indywidualną - dojeżdzam do niej do domu, bo jest zbyt chora, żeby chodzić na lekcje - która zdaje w tym roku maturę, a która była na mnie obrażona, kiedy przyjeżdzałam nadrobić stracone lekcje w czasie ferii "bo ona chciałaby mieć ferie!"). Po drugie, uczniowie potrafią zapominać. Ten, który nie wiedział, co to czasownik, najprawdopodobniej wiedział to kiedyś, zdał i zapomniał. Z języka jest jeszcze łatwo, bo nie da się zapomnieć podstaw (przynajmniej słownictwa), a i tak uczniowie wracający po feriach potrafią zapomnieć coś, co się ćwiczyło przez bite dwa tygodnie przed feriami. Ale z polskiego? Kto będzie w liceum pytał, co to czasownik? Nie da się sprawdzać na każdym etapie edukacji jeszcze raz od podstaw, bo już w drugiej licealnej nie byłoby nic poza sprawdzianami. Matura to egzamin dojrzałości - i mam tu na myśli dojrzałość intelektualną. Uczeń, który odkłada do szafy (albo do pieca - bo takich uczniów też miałam) notatki z wszystkiego, z czego już zaliczył sprawdzian, nie jest dojrzaly intelektualnie i matury mieć nie powinien.
|
czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach?
|
Osobiscie uwazam, ze warto, z dwoch powodow:
1. Danie dzieciom mozliwosci utrzymywania kontaktow z rodzina (czyli rowniez danie im poczucia, ze przynaleza do jakiegos rodu) i uczestnictwa w innej kulturze. Mam sympatyczna i bardzo rozkrzewiona rodzine, ktora zawsze nas gosci gdy odwiedzamy Polske i dzieci nie potrzebuja tlumacza, zeby sie z nimi porozumiec, albo zeby mogly same poruszac sie po miescie, pojsc z kuzynami na basen czy do kina itp. 2. Rozwoj mozgu, wspomniany w cytowanych wyzej blogach, stale cwiczenie pamieci.
Nigdy nie pozwalalam dzieciom odpowiadac mi po angielsku, zawsze udawalam, ze ich nie rozumiem. Rozmawiaja po polsku ze soba (co jest ewenementem, zazwyczaj rodzenstwo rozmawia ze soba po angielsku, nawet gdy znaja polski) i ze znajomymi Polakami (nie tylko w domu). Moje najmlodsze dziecko jest nastolatka, urodzona w Australii.
Natomiast nie wkladam im do glow, ze Polska to ich ojczyzna, ze sa Polakami, nie uczylam ich historii Polski, polskich piesni patriotycznych ani nie zmuszalam do czytania "Trylogii". Mowie im, ze sa Australijczykami polskiego pochodzenia, ze maja polskich przodkow, ale ze ich przyszlosc jest tam, gdzie sobie sami wybiora (syn jest w tej chwili w Anglii, kto wie, gdzie sie zakorzeni).
Spotkalam sie z roznymi opiniami na temat uczenia dzieci polskiego na emigracji, od zmuszania biciem do mowienia po polsku (moja corka chodzila przez jakis czas do sobotniej szkolki jezykowej, gdzie byla owa bita dziewczynka) do obrzydzania dziecku Polski i jezyka polskiego przy jednoczesnym komunikowaniu sie z nim lamanym angielskim (lamanym przez rodzicow, dziecko mowilo bez akcentu).
Slyszalam tez od rowiesnikow moich dzieci urodzonych w emigranckich rodzinach (niekoniecznie polskich) rozne zdania na temat uczenia sie (lub nie) jezyka rodzicow, ale to juz temat na osobny watek.
Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º> Australia-uzyteczne linki
|
Do tych co sami uczyli sie jezyka obcego -pytanie
| |
trzeba wykorzystywać wszystkie możliwe okazje do posługiwania się obcym językiem i przede wszystkim - przełamać opór przed mówieniem, nawet jeśli zna się cztery wyrazy na krzyż
ja nie jestem specjalista, ja jestem praktyk - jak mawiał Lech W.
i z praktyki uczenia się angielskiego mogę ci powiedzieć - olać teoretyczne uczenie się gramatyki z wyższej półki, słówek na setki i tak dalej - wszystko wychodzi (a raczej wchodzi
) w praniu
czyli czytać co się da i nie sprawdzać co chwila w słowniku, tylko starać się zrozumieć z kontekstu, słownik powinien być ostateczniością - wtedy, kiedy kompletnie nie rozumiesz o co chodzi, słuchać piosenek i starać się zrozumieć tekst (zbyt trudne nie są, zwykle tylko wokalista bełkocze
), oglądać telewizję, zwłaszcza wszelkie programy na żywo - w filmach jest jednak zwykle pewna stylizacja, więcej da dla rozumienia oglądanie wywiadów albo tok szołów czy teleturniejów.
czyli jak w sklepie cudzoziemiec nie może dogadać się z kasjerką, to zgłaszać się na ochotnika do pomocy
i jeszcze jedno - jeśli chodzi o rozmawianie - to tego nie nauczysz się ani na kursie korespondencyjnym, ani z kaset - to trzeba po prostu na żywca ćwiczyć, bo jest umiejętnością, która najszybciej zanika przez nieużywanie (wiem coś o tym niestety, po francusku jeszcze parę lat temu jakbym się uparła to i książkę bym przeczytała, ale gębą
ani me ani be ani kukuryku)
świetnym terenem na oswojenie gadania są zagraniczne wakacje, generalnie wszyscy (oprócz Francuzów właśnie
) są zachwyceni, jak próbujesz gadać do nich cokolwiek w lokalnym narzeczu
i pozwolę sobie nie zgodzić się z joanną
że w rozmawianiu pomaga uczenie się na pamięć całych zdań. Całych zwrotów czy konstrukcji - owszem, żeby nie sklejać w głowie kalki z polskiego, ale z tymi zdaniami to bym nie radziła, bo jak cię cudzoziemiec spyta o coś nie do końca tak jak w wyuczonym zdaniu, to kicha
moim skromnym
zdaniem do efektywnego porozumienia się z obcogadaczem, również w relacjach służbowych, nie jest wbrew pozorom potrzebny wspaniały akcent i gigantyczny zasób słownictwa, bardziej potrzebna jest śmiałość i pozbycie się fatalnego przyzwyczajenia tłumaczenia wszystkiego w myślach
|
Ambasada polska w New York okrada i& & #35 8220;ćwiczy& &
|
Ambasada polska w New York okrada i& & #35 8220;ćwiczy& &
To co się dzieje w polskiej ambasadzie w Nowym Yorku przypomina urzędy PZPRu. Polska wydala nowa ustawę według której dokumenty wystawiane w USA i tłumaczone z angielskiego na polski musza być potwierdzone przez ambasadę ze są poprawnie przetłumaczone. Czyli najpierw dokument, na przykład akt zgonu, musi być przetłumaczony przez tłumacza potem notarialnie podpisany i na koniec odniesiony do polskiej ambasady na potwierdzenie. Oczywiście takie potwierdzenie kosztuje. Prószę sobie wyobrazić ze ambasada polska w NY pobiera $34 dolary za każda potwierdzona stronę. Czyli jeśli akt zgonu ma dwie strony to płacisz $68 dolarów. Dodam do tego ze samo przetłumaczenie kosztuje tylko jakieś $25 od dokumentu. Czyli Polska ambasada która tylko w dwie minuty przegląda te dokumenty zbija za to niesamowita kasę.
Ale to nie wszystko
Prószę sobie wyobrazić ze oni nie robią tego na poczekaniu. Czyli musisz najpierw ten dokument przynieść do ambasady, zapłacić i po paru dniach go odebrać.
To nie wszystko.
Jeśli ich zdaniem jest w tłumaczeniu jakaś pomyłka to musisz ponownie przetłumaczyć ten dokument, ponownie przynieść go do ambasady, ponownie zapłacić $34 dolary za stronę i ponownie odebrać ten dokument po paru dniach.
To nie wszystko.
Zajmuje się trochę tłumaczeniem i w zeszłym tygodniu przetłumaczyłem polskiej babci akt zgonu jej męża. Bidula wracała do polski i chciała zabrać ze sobą akt zgonu. Bardzo przejęta pojechała pociągiem, z NJ, do New Yorku w celu zdobycia tego popieprzonego zaświadczenia. Zapłaciła $68 dolarów i wróciła do domu. Po paru dniach znowu bardzo przejęta podróżą do NY pojechała do ambasady odebrać zaświadczenie. Biedna kobieta, płacząc, zadzwoniła do mnie z NY ze ambasada nie da jej zaświadczenie ponieważ tłumaczenie miało błędy.
Po powrocie przyjechała do mnie i miąłem okazje sprawdzić poprawki które ambasada zażądała. Według specjalistów z ambasady były 3 błędy:
1 Nie spodobało im się ze nie przetłumaczyłem nazwy miasta New York. Specjalista zażądał żebym wpisał Nowy Jork. Specjalista najwyraźniej nie wie ze nazw własnych się nie tłumaczy. Śmieszne to jest w zasadzie ponieważ następna linijka w tym akcie zgonu pytała o dzielnice która tez wpisałem bez tłumaczenia, Queens i do tego się nie przyczepili. Ale jak ma być Jork zamiast York to i chyba powinien być Kłins zamiast Queens:-)
2. Akt Zgonu miął rubryczkę na adres. Było okienko na numer domu i nazwę ulicy i numer mieszkania. Nie było okienka na kod pocztowy i kodu nikt nie podął. Specjalista z polskiej ambasady zażądał kod:-) Jak tłumacz który przysięga dosłowne tłumaczenie dokumentu może wpisać w tłumaczeniu kod jeśli go nie ma w oryginale?
3 W innej części tego dokumentu był adres syna. Wpisany był numer ulicy, ulica i Stan. W okienku Stanu ktoś wpisał NJ. To jest skrót na stan New Jersey. Specjalista domagał się żebym wpis la w okienku New Jersey zamiast NJ. Specjalista nie wie ze tego tłumacz nie powinien robić. Jak jest skrót to się skrót wpisuje.
Ale proszę się zastanowić czy wszystkie powyższe “błędy” maja jakieś znaczenie? Czy urzędnik w Polsce który przeczyta New York zamiast Nowy Jork nie będzie wiedział co to jest? To jest przynajmniej śmieszne, tylko nie dla tych którzy wydają setki dolarów na zaświadczenie tłumaczenia prostego doku menu.
Dlaczego polska ambasada na obcej ziemi zamiast pomagać, okrada i “cwiczy” Polaków jak to kiedyś robili urzędnicy PRLu.
Ja jestem obywatelem USA i jak byłem w amerykańskiej ambasadzie w Warszawie to przyjęto mnie z uszanowaniem. Nie mogę jednak tego powiedzieć o traktowaniu Polaków w polskie ambasadzie Dlaczego Polska jest tak wredna dla swoich obywateli?
PS I po co te idiotyczne zaświadczenie? Po to żeby z ludzi ściągać kasę.
|
wycieczka do polskiej ambasady w tel avivie
|
Danusiu, Polsak po prostu okrada Polakow! Ambasady innych krajow pomagaja swoim obywatela na obcej ziemi a Polska ich okrada, poniza i poniewiera.
Przeczytaj sobie o mojej wycieczce do Consulatu w Newy York:-)
To co się dzieje w polskiej ambasadzie w Nowym Yorku przypomina urzędy PZPRu. Polska wydala nowa ustawę według której dokumenty wystawiane w USA i tłumaczone z angielskiego na polski musza być potwierdzone przez ambasadę ze są poprawnie przetłumaczone. Czyli najpierw dokument, na przykład akt zgonu, musi być przetłumaczony przez tłumacza potem notarialnie podpisany i na koniec odniesiony do polskiej ambasady na potwierdzenie. Oczywiście takie potwierdzenie kosztuje. Prószę sobie wyobrazić ze ambasada polska w NY pobiera $34 dolary za każda potwierdzona stronę. Czyli jeśli akt zgonu ma dwie strony to płacisz $68 dolarów. Dodam do tego ze samo przetłumaczenie kosztuje tylko jakieś $25 od dokumentu. Czyli Polska ambasada która tylko w dwie minuty przegląda te dokumenty zbija za to niesamowita kasę.
Ale to nie wszystko
Prószę sobie wyobrazić ze oni nie robią tego na poczekaniu. Czyli musisz najpierw ten dokument przynieść do ambasady, zapłacić i po paru dniach go odebrać.
To nie wszystko.
Jeśli ich zdaniem jest w tłumaczeniu jakaś pomyłka to musisz ponownie przetłumaczyć ten dokument, ponownie przynieść go do ambasady, ponownie zapłacić $34 dolary za stronę i ponownie odebrać ten dokument po paru dniach.
To nie wszystko.
Zajmuje się trochę tłumaczeniem i w zeszłym tygodniu przetłumaczyłem polskiej babci akt zgonu jej męża. Bidula wracała do polski i chciała zabrać ze sobą akt zgonu. Bardzo przejęta pojechała pociągiem, z NJ, do New Yorku w celu zdobycia tego popieprzonego zaświadczenia. Zapłaciła $68 dolarów i wróciła do domu. Po paru dniach znowu bardzo przejęta podróżą do NY pojechała do ambasady odebrać zaświadczenie. Biedna kobieta, płacząc, zadzwoniła do mnie z NY ze ambasada nie da jej zaświadczenie ponieważ tłumaczenie miało błędy.
Po powrocie przyjechała do mnie i miąłem okazje sprawdzić poprawki które ambasada zażądała. Według specjalistów z ambasady były 3 błędy:
1 Nie spodobało im się ze nie przetłumaczyłem nazwy miasta New York. Specjalista zażądał żebym wpisał Nowy Jork. Specjalista najwyraźniej nie wie ze nazw własnych się nie tłumaczy. Śmieszne to jest w zasadzie ponieważ następna linijka w tym akcie zgonu pytała o dzielnice która tez wpisałem bez tłumaczenia, Queens i do tego się nie przyczepili. Ale jak ma być Jork zamiast York to i chyba powinien być Kłins zamiast Queens:-)
2. Akt Zgonu miął rubryczkę na adres. Było okienko na numer domu i nazwę ulicy i numer mieszkania. Nie było okienka na kod pocztowy i kodu nikt nie podął. Specjalista z polskiej ambasady zażądał kod:-) Jak tłumacz który przysięga dosłowne tłumaczenie dokumentu może wpisać w tłumaczeniu kod jeśli go nie ma w oryginale?
3 W innej części tego dokumentu był adres syna. Wpisany był numer ulicy, ulica i Stan. W okienku Stanu ktoś wpisał NJ. To jest skrót na stan New Jersey. Specjalista domagał się żebym wpis la w okienku New Jersey zamiast NJ. Specjalista nie wie ze tego tłumacz nie powinien robić. Jak jest skrót to się skrót wpisuje.
Ale proszę się zastanowić czy wszystkie powyższe “błędy” maja jakieś znaczenie? Czy urzędnik w Polsce który przeczyta New York zamiast Nowy Jork nie będzie wiedział co to jest? To jest przynajmniej śmieszne, tylko nie dla tych którzy wydają setki dolarów na zaświadczenie tłumaczenia prostego doku menu.
Dlaczego polska ambasada na obcej ziemi zamiast pomagać, okrada i “cwiczy” Polaków jak to kiedyś robili urzędnicy PRLu.
Ja jestem obywatelem USA i jak byłem w amerykańskiej ambasadzie w Warszawie to przyjęto mnie z uszanowaniem. Nie mogę jednak tego powiedzieć o traktowaniu Polaków w polskie ambasadzie Dlaczego Polska jest tak wredna dla swoich obywateli?
PS I po co te idiotyczne zaświadczenie? Po to żeby z ludzi ściągać kasę.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=11644194&a=11644194
|
Polski consulat w NY to banda chamów i złodziei
|
Polski consulat w NY to banda chamów i złodziei Sam to juz dwa razy doswiadczylem. Pozwole sobie zacytowac post z FS:
To co się dzieje w polskiej ambasadzie w Nowym Yorku przypomina urzędy PZPRu. Polska wydala nowa ustawę według której dokumenty wystawiane w USA i tłumaczone z angielskiego na polski musza być potwierdzone przez ambasadę ze są poprawnie przetłumaczone. Czyli najpierw dokument, na przykład akt zgonu, musi być przetłumaczony przez tłumacza potem notarialnie podpisany i na koniec odniesiony do polskiej ambasady na potwierdzenie. Oczywiście takie potwierdzenie kosztuje. Prószę sobie wyobrazić ze ambasada polska w NY pobiera $34 dolary za każda potwierdzona stronę. Czyli jeśli akt zgonu ma dwie strony to płacisz $68 dolarów. Dodam do tego ze samo przetłumaczenie kosztuje tylko jakieś $25 od dokumentu. Czyli Polska ambasada która tylko w dwie minuty przegląda te dokumenty zbija za to niesamowita kasę.
Ale to nie wszystko
Prószę sobie wyobrazić ze oni nie robią tego na poczekaniu. Czyli musisz najpierw ten dokument przynieść do ambasady, zapłacić i po paru dniach go odebrać.
To nie wszystko.
Jeśli ich zdaniem jest w tłumaczeniu jakaś pomyłka to musisz ponownie przetłumaczyć ten dokument, ponownie przynieść go do ambasady, ponownie zapłacić $34 dolary za stronę i ponownie odebrać ten dokument po paru dniach.
To nie wszystko.
Zajmuje się trochę tłumaczeniem i w zeszłym tygodniu przetłumaczyłem polskiej babci akt zgonu jej męża. Bidula wracała do polski i chciała zabrać ze sobą akt zgonu. Bardzo przejęta pojechała pociągiem, z NJ, do New Yorku w celu zdobycia tego popieprzonego zaświadczenia. Zapłaciła $68 dolarów i wróciła do domu. Po paru dniach znowu bardzo przejęta podróżą do NY pojechała do ambasady odebrać zaświadczenie. Biedna kobieta, płacząc, zadzwoniła do mnie z NY ze ambasada nie da jej zaświadczenie ponieważ tłumaczenie miało błędy.
Po powrocie przyjechała do mnie i miąłem okazje sprawdzić poprawki które ambasada zażądała. Według specjalistów z ambasady były 3 błędy:
1 Nie spodobało im się ze nie przetłumaczyłem nazwy miasta New York. Specjalista zażądał żebym wpisał Nowy Jork. Specjalista najwyraźniej nie wie ze nazw własnych się nie tłumaczy. Śmieszne to jest w zasadzie ponieważ następna linijka w tym akcie zgonu pytała o dzielnice która tez wpisałem bez tłumaczenia, Queens i do tego się nie przyczepili. Ale jak ma być Jork zamiast York to i chyba powinien być Kłins zamiast Queens
2. Akt Zgonu miął rubryczkę na adres. Było okienko na numer domu i nazwę ulicy i numer mieszkania. Nie było okienka na kod pocztowy i kodu nikt nie podął. Specjalista z polskiej ambasady zażądał kod Jak tłumacz który przysięga dosłowne tłumaczenie dokumentu może wpisać w tłumaczeniu kod jeśli go nie ma w oryginale?
3 W innej części tego dokumentu był adres syna. Wpisany był numer ulicy, ulica i Stan. W okienku Stanu ktoś wpisał NJ. To jest skrót na stan New Jersey. Specjalista domagał się żebym wpis la w okienku New Jersey zamiast NJ. Specjalista nie wie ze tego tłumacz nie powinien robić. Jak jest skrót to się skrót wpisuje.
Ale proszę się zastanowić czy wszystkie powyższe “błędy” maja jakieś znaczenie? Czy urzędnik w Polsce który przeczyta New York zamiast Nowy Jork nie będzie wiedział co to jest? To jest przynajmniej śmieszne, tylko nie dla tych którzy wydają setki dolarów na zaświadczenie tłumaczenia prostego doku menu.
Dlaczego polska ambasada na obcej ziemi zamiast pomagać, okrada i “cwiczy” Polaków jak to kiedyś robili urzędnicy PRLu.
Ja jestem obywatelem USA i jak byłem w amerykańskiej ambasadzie w Warszawie to przyjęto mnie z uszanowaniem. Nie mogę jednak tego powiedzieć o traktowaniu Polaków w polskie ambasadzie Dlaczego Polska jest tak wredna dla swoich obywateli?
PS I po co te idiotyczne zaświadczenie? Po to żeby z ludzi ściągać kasę.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=11644194
|
pytanie do nauczycieli angiel. z doswiadczeniem
|
Przede wszystkim , nie daj się zwieść , temu ,że osoby te chcą się uczyć "praktycznego" języka =zero gramatyki + wkuwanie na pamięć niezrozumiałych dla nich zwrotów i konstrukcji .Często ludzie wyjeżdżający mają taki "pomysł" na swoją edukację językową .Wybij go im z głowy . Jeśli osoby te nie miały kontaktu z językiem wcześniej , muszą przejść przez podstawy.Stosuj po wprowadzeniu to be , to have , liczebników , oznaczania godziny , dat , dni tygodnia i Present Tenses (więcej chyba nie zdążysz w kilka miesięcy , chyba ,że będziecie się spotykać bardzo często ).Rób dużo ćwiczeń dialogowych , organizuj scenki : przedstawiają się ,kupują bilet na stacji metra , gazetę , artykuły spożywcze , pytają o drogę , cenę czegoś itd , zamawiają w restauracji .Nie stosuj jakiegoś jednego podręcznika ,ale materiały kserowane , bo w podręcznikach gotowych układ treści często wyklucza rezygnację z jakichkolwiek ,nawet szczegółowych zagadnień (że nie wspomnę ,iż w większości nadają się do uczenia dzieci )ale z kilku wybranych .Nie upieraj się za bardzo przy intensywnych ćwiczeniach gramatycznych (opanowali daną strukturę idź dalej , nie zagłębiaj się ).Na każdych zajęciach zaczynaj od tego na czym skończyłaś poprzednie np . mów: Maria teraz przedstawi się , Ania zapyta jak dojechać do centrum itd ...Jeśli mają trudności z pozbieraniem słów i skonstruowaniem wypowiedzi proś o tłumaczenie dialogu: ty podajesz zdanie z dialogu po polsku , oni tłumaczą na angielski , następnie mówią sami , bez wspomagania . Upewniwszysię ,że opanowali to co dotychczas , wprowadź coś nowego , przećwicz, podaj zwroty , wyjaśnij dlaczego mówimy tak , a nie inaczej .Niech spróbują poprawiać swoje błędy wzajemnie ,więcej się nauczą .Powtarzając materiał sięgaj głębiej niż tylko do ostatnich zajęć , żeby wiedza się nie ulotniła .Dawaj po pewnym czasie do przesłuchania ćwiczenie ze słuchu( ale niezbyt ,złożone -jak to będzie nagranie wiadomości z BBC przestraszą się , zwątpią w to ,że cokolwiek umieją -proste scenki na ulicy , w sklepie , czyli to czego się uczyli ). Reaguj zdecydowanie , gdy nie uczą się słówek , bez nich nie pojadą dalej , zaproponuj by w domu nazywali różne rzeczy w obcym języku , mówili do rodziny , przyjaciół(bardzo proste rzeczy muszą to być inaczej , gdy powiedzą źle , będą utrwalać błędy).Wprowadzaj takie zwroty , określenia , które będą im przydatne w codziennym funkcjonowaniu (nie wiem :jadą do pracy , będą jej szukać , znają kogoś , będą zdani na siebie , mają mieszkanie , będą szukać , musisz o to wszystko zapytać ).Nie naciskaj na poprawność pisania , na to przyjdzie czas . Uświadom im ,że sukces zależy tyleż od twoich starań , co od nich samych . Powiedz ,że po wyjeździe muszą jak najszybciej dołączyć do szkoły językowej. Chwal nawet najmniejsze postępy , nie dziw się błędom , to co dla Ciebie oczywiste dla nich takie nie jest .Muszą czuć się bezpiecznie , wiedzieć ,że nikt nie będzie się znich śmiał:) Powodzenia !A.
|
Potrzebne wsparcie w nauce.
|
Potrzebne wsparcie w nauce. Otóż sprawa wygląda tak. Mam na jutro na 5000 znaków wypracowanie napisać po francusku na temat kwantowego ujęcia sposobów przechowywania cebuli w piwnicy, i pomyślałem, że może ktoś z was, frajerzy, by mi skrobnął bo mi się nie chce...
No co wy, żartowałem
Więc jak mówimy poważnie to sprawa wygląda tak: zdałem bardzo dobrze mój pierwszy rok francuskiego na uniwersytecie w Glasgow i w nagrodę pozwolili mi pójść na drugi. Tylko że na pierwszym roku byłem w grupie takich co to od bonżur zaczynają a teraz sie znalazłem w takiej, co to ludzie się po 8 lat uczyli już albo i lepiej.
Na rozgrzewkę dostaliśmy "Świętoszka" w oryginale a teraz jest jakieś średniowieczne coś, że nawet w tłumaczeniu na współczesny francuski rozumiem trzy po trzy. Z tego co zrozumiałem na wykładzie (także po francusku, więc niewiele) to jest coś o wilkołakach.
No i tak właściwie to się na początku troche podłamałem, ale sobie potem powiedziałem "jestem hardkorem" i zasiadłem do książek gramatycznych w celu nauczenia się szybko francuskiego metodą mechanicznego walenia ćwiczeń jedno po drugim, przerywanego czytaniem rozmaitych podręczników i kompensatoriów (czy jak to się tam odmienia) gramatycznych.
No i trochę mnie już szlag trafia od ciągłego zaglądania sobie na koniec ksiązki do klucza odpowiedzi i sprawdzania tego co żem napsocił. I pomyślałem, że na pewno znacie takie fajne strony w internecie, co to bym sobie klikał tylko ćwiczenia różne czy inne testy a to by mi automagicznie od razu mówiło co schrzaniłem a co dobrze mam. Albo jakieś kursy on-line, takie, żebym się wszystkiego w dwa tygodnie nauczył, bo się semestr kończy na początku grudnia a muszę przecież jeszcze zrobić to, co oni robią w tym roku (po prawdzie to się trochę poddałem z gonieniem grupy, bo nie mam szans )
Co gorsza jako że na obczyźnie studiuję, studia odbywają się po angielsku który umiem bardzo dobrze, bo się sam jakoś z siebie tak nauczyłem że aż zostałem tłumaczem i nigdy mi specjalnie gramatyka w angielskim nie przeszkadzała, ale teraz są te wszystkie niuanse takie, że i nad nią muszę przysiąść... Ostatnio dostaliśmy 15 zdań do przetłumaczenia z angielskiego na francuski, to najpierw musiałem rozgryźć dokładnie co poeta po angielsku miał na myśli (bo oczywiście one się wszystkie głównie z haczyków składały) a potem wymyśleć jak to napisać po francusku. W sumie zrobiłem, praktycznie sam (troszkę mi wytknęła błędów domowa romanistka, ale jak już było gotowe) i zajęło mi to 6 godzin Masakra
No wiec jakby ktoś chciał wesprzeć hardkora jakimiś magicznymi pomocami naukowymi na powtórzenie całej gramatyki wliczywszy w to te jej fragmenty, których się jeszcze nie przerabiało, a teraz nagle trzeba umieć to by było super
Bo kurs jest prowadzony zajebiście i nie chciałbym z niego odpaść, bo jakby się udało skończyć ósmą romanistykę na świecie w jakimś tam rankingu to by było fajnie. No tylko, że będzie hardkor, czyli POMOCY
|
Jak skutecznie wspolpracowac w tandemie jezykowym?
|
A ja z kolei spotkałam się z tezą, że lepiej nie poprawiać wszystkich błędów (oczywiście, to zależy od liczby błędów, jakie popełniają oboje partnerzy - jeśli jest ich b. niewiele, to inna sprawa) - tylko skupiać się na tych, które: utrudniają/uniemożliwiają rozumienie czy zmieniają znaczenie wypowiedzi; często się powtarzają; są kluczowe dla partnera (warto od razu zapytać się, na czym się skupić i czy np. idealna gramatyka jest istotna). Generalnie chodzi o to, by nie poprawiać więcej niż 1-2 błędów w zdaniu, bo więcej nie jest się w stanie spamiętać i efekt może być odwrotny od oczekiwanego.
Na ile to trafne uwagi, nie wiem - ja akurat wolę, jeśli ktoś poprawia mi większość błędów - nie lubię iluzji, że mówię coś dobrze, jeśli nie mówię;)). Absolutną podstawą wydaje mi się porozmawianie wcześniej o naszych oczekiwaniach, jak już wyżej wspominałam. Jeśli oboje partnerzy są na dość dobrym poziomie, ważne, by nie upraszczać maksymalnie języka - nie chodzi tylo o komunikację, ale i poznawanie nowego słownictwa. Jeśli druga strona użyje zwrotu nam nieznanego, a następnie wyjaśni go w sposób opisowy, to nie tylko cieszymy się, że zrozumieliśmy, ale jeszcze notujemy to pierwsze słowo :). Ważne jest tłumaczenie znaczeń opisowo i ograniczanie korzystania ze słownika (ale oczywiście słownik pod ręką powinien być). Jeśli użyjesz po polsku wyrazu, którego Twój partner nie zna, tłumaczysz później, o co Ci chodzi, ale w miarę możliwości nie podajesz od razu odpowiednika niemieckiego (jeśli go znasz) - co najwyżej potwierdzasz, kiedy partner "trafi". Chodzi tu o to, by nie podpierać się drugim językiem, kiedy mamy komunikować się w jednym. Absolutną zasadą jest niełączenie dwóch języków w jednym zdaniu;), w ogóle nie powinno się zmieniać języków zbyt często.
Podział języków: albo całe spotkanie w jednym języku (ale to ma sens tylko wtedy, gdy spotykacie się np. częściej niż raz w tygodniu - bo warto jednak mieć jak najczęstszy kontakt z językiem), albo: pół spotkania w jednym języku, pół w drugim (wtedy warto zaczynać raz od jednego, drugi raz od drugiego). Minusem tej drugiej sytuacji jest pewna sztuczność (z zegarkiem w ręku:/, bo czas poświęcony na oba języki powinien być podobny). Absolutnie nie radziłabym systemu, w którym każdy mówi w przeciwnym języku - to sztuczna sytuacja, i tak naprawdę brak kontaktu z żywym językiem niemieckim; poza tym ograniczone są możliwości poszerzania słownictwa (naturalne jest, że słownictwo aktywne jest mniejsze od biernego i posługujemy się głównie tymi słowami, które dobrze znamy).
Z rzeczy, które wydają mi się jeszcze ważne: unikamy ew. 3 języka (np. angielski) - to bez sensu, choć może być bardzo trudne, gdy poziom językowy obu osób jest słaby; wybieramy partnera na zbliżonym poziomie (co już masz za sobą :)); nie skupiamy się na tłumaczeniu zawiłości gramatycznych naszych języków (bo 90% Polaków i tak nie umie ich w sposób sensowny i zrozumiały wyjaśnić; z innymi narodowościami nie jest zresztą lepiej :)) - jeśli jest problem z gramatyką, to raczej tylko korygujemy i podajemy co najwyżej np. nazwę przypadka, który stosuje się w danym miejscu w zdaniu (i to tylko wtedy, jeśli czujemy się wystarczająco kompetentni :)), nazwy przypadków obowiązkowo niemieckie tzn. łacińskie, polskich nikt nie zna). A poza tym unikamy przynoszenia zadań domowych do sprawdzania i w ogóle ćwiczeń do sprawdzania - od sprawdzania ćwiczeń jest klucz, od zadań domowych - lektor na kursie, szkoda cennego czasu na tandemie. Nie mówimy oczywiście bardzo szybko, ale jednak utrzymujemy się w tempie, które jest ciągle naturalne, w razie potrzeby tylko powtarzając wolniej (co nie oznacza w żadnym wypadku dzielenia na sylaby!). Nie przesadzamy z korygowaniem fonetyki partnera (liczy się zrozumiałość, chyba, że partnerowi szczególnie zależy na poprawnej wymowie polskiej). Służąc jako wzorzec wymowy polskiej, nie jesteśmy hiperpoprawni (zwłaszcza w kwestii ą i ę).
Mam nadzieję, że trochę pomogłam :)
Pozdrawiam serdecznie
Tawananna
|
Nauczyciel w roli ucznia i mój problem (dłuugie)
|
Nauczyciel w roli ucznia i mój problem (dłuugie) Witam, tytuł wątku trochę głupkowaty, ale nie mogłam nic wymyślić :) Jestem lektorką języka hiszpańskiego, uczę w szkołach językowych. Od lutego mam grupę początkującą w której uczy się inny lektor (języka angielskiego), który pracuje w tej samej szkole. Jest to młody (troche po 20-stce), sympatyczny chłopak, który na zajęciach doprowadza mnie do szału. Może pokrótce opiszę niektóre jego zachowania na moich zajęciach:
1. Praktycznie od pierwszych zajęć wtrąca się jak tylko tłumaczę jakieś zagadnienia gramatyczne. A najbardziej rozwalił mnie jego tekst, jak przetłumaczyłam jakieś zdanie, a on powtórzył je za mną z jakąś tam drobną zmianą, ja mówię, że ta jego wersja też jest dobra, tylko, że ten akurat zwrot tłumaczy się trochę inaczej, a on na to"no tak, bo ja to przetłumaczyłem filologicznie". A ja to niby jak?! Matematycznie?!
2. Nie podobają mu się ćwiczenia, które robimy, bo dla niego to jest za proste; owszem uczył się wcześniej hiszp, ale nie jest alfą i omegą, bo robi błędy w podstawowych słówkach, zwrotach itd.
3. Prztygotowałam bardzo prostą grę, polegało to na zadawaniu pytań osobom z grupy i na tej podstawie odgadnięcie kilku rzeczy. On oczywiście komentuje, że to takie proste, przecież on zaraz odgadnie itp. No to mówię, że tu głownie chodzi o mówienie, zadawanie pytań i zrozumienie odpowiedzi. Nie, jemu się nie podoba.
4. Robimy proste ćwiczenie: podane są hiszpańskie nazwy miesiące, ale nie po kolei; mówię grupie, żeby je sobie po cichu przeczytali i poukładali. Zaznaczam, że jeszcze tych słówek nie znają, ale jest to dosyć proste. On, oczywiście komentuje: 'że, po co robimy takie proste ćwiczenie, przecież te nazwy są prawie takie same jak w angielskim, a zresztą gdzieś tam, w następnym ćwiczeniu są one podane w kolejności' .
Do jasnej cholery, no i co z tego?! Czy może ja jestem beznadziejną lektorką, że daję (na poziomie podstawowym) tak beznadziejnie łatwe ćwiczenia i zupełnie niepotrzebnie się wysilam, żeby jakoś ciekawie zorganizować zajęcia, czyli przygotowuję jakieś ćwiczenia dodatkowe typu: praca w parach, grupkach, jakieś gry itp. Nie rozumiem tego chłopaka; a najlepsze jest to, że on jest naprawdę sympatyczny, nie jest gburowaty, ani chamski, tylko te jego komentarze, grrr....
Nie wiem czy on nie lubi mnie, moich zajęć, czy jeszcze coś innego. Aha, no i jeszcze jedno, na te zajęcia chodzi też jego koleżanka, zawsze siedzą obok siebie i zawsze gadają w trakcie zajęć; muszę ich naprawdę kilkakrotnie uciszać. Nie wiem co mam zrobić, pogadać z nim po zajęciach, zapytać o co chodzi; jemu się nic nie podoba, wszystko jest wg niego za proste, "a, to łatwizna" itd.
Chyba musiałam się wyżalić, nie wiem czy coś zrozumiecie z tego posta, bo ciężko jest dokładnie opisać te sytuacje, niemniej jednak jak ktoś przez niego przebrnie i będzie miał jakiś pomysł co z tym fantem zrobić, to będę bardzo wdzięczna.
pozdrawiam
|
| |
|
|